›› Strona główna ›› Kontakt ›› Archiwum

Trasa

Przebieg

km

czas

poziom

mapa

nr 42

Tarnowskie Góry > Gliwice > Rybnik > Wodzisław Śląski > Chałupki > Bohumin > Ostrava > Rybnik > Gliwice > Tarnowskie Góry

200 km

14 h

trudny

tak
644 Kb

Ostrava

Takiej wycieczki na łamach trasrowerowych.pl jeszcze nie było. Można ją bez problemu porównać do najdłuższych odcinków Tour de Pologne albo odnieść do granic własnych możliwości. W tym przypadku nie liczył się cel wycieczki ani odwiedzane po drodze miejsca, ale chęć przebycia jak najdłuższej odległości w ciągu jednego dnia. I choć można to zrobić na wiele sposobów to jednak starałem się wybrać wariant dość oryginalny. Tarnowskie Góry od Ostrawy dzieli jakieś 90 km co przy zwiedzaniu miasta i drodze powrotnej dało dokładnie 202 km. Pomysł trochę szalony, ale jeśli ktoś lubi wyzwania z serii "naj" dalej, dłużej, szybciej itp. to ma ku temu doskonałą okazję. Jedna z czerwcowych sobót wydawała się idealną do tego zamierzenia, niestety prognoza pogody się nie sprawdziła i niezapowiadany upał stał się niemiłosierny. Konsekwencje podróży były widoczne dopiero wieczorem, gdy leżąc na podłodze dobre pół godziny jeszcze nigdy w życiu nie czułem takiego zmęczenia.
Wystartowałem z Tarnowskich Gór o 5 rano. Jak na początek lata było dość chłodno. Już po przejechaniu pół kilometra zmuszony byłem założyć kurtkę i czapkę na uszy !!! W stroju turysty górskiego dojechałem do Gliwic gdzie w parku zorganizowałem pierwszy odpoczynek. Siedząc na ławce wcinałem bułkę, pochłaniałem pierwsze łyki napoju energetycznego jednocześnie patrząc jak miasto budzi się do życia. Mimo przebytych 30 km bardziej chciało mi się spać po krótkiej nocy niż miałem w sobie zapału do dalszej drogi.
Wyjazd z Gliwic w kierunku Rybnika narzucił kolejne zmagania. Już nie zimno - czas najwyższy zdjąć czapkę - a wiejący południowy wiatr i długie podjazdy dały w kość. Jadąc czułem, że wycieczka nie układa się najlepiej. Każdy kolejny przejechany kilometr przynosił nadzieję na poprawę. Nic takiego jednak się nie działo. Po około 3 godzinach podróży znalazłem się na rybnickim rynku. Trafiłem akurat na dni miasta. Estrada, barierki, ogródki piwne, sprzątająca ekipa porządkowa mówiły same za siebie - jest impreza. Choć o ósmej rano nic się nie działo i przygrywał tylko co jakiś czas helikopter-zabawka, to bez trudu można było sobie wyobrazić scenariusz wydarzeń późnym popołudniem. Jedząc kolejną bułkę dokarmiałem jednocześnie miejscowe gołębie. W pewnym momencie na płytę Rynku weszła starsza Pani z ogromną siatką. Zatrzymała się i żwawym ruchem wysypała dobre 5 kg ziarna. Jak za ruchem czarodziejskiej różdżki z wszystkich zakamarków zleciały się dziesiątki gołębi. Spektakl zainteresował nawet sprzątaczy, którzy na moment oderwali się od swoich obowiązków. Starsza Pani tylko zwinęła siatkę i niepozornie oddaliła się do wiadomych jej tylko spraw. Po kilkunastu minutach ziarno całkowicie zniknęło a najedzone ptaki odleciały. W sumie i ja się najadłem, odpocząłem - czas ruszać w dalszą drogę.
Wyjeżdżając z miasta czułem się wypoczęty, nabrałem sił i z pozytywnym nastawieniem ruszyłem dalej. Minąłem centrum, śródmieście i z powrotem wróciłem na drogę krajową numer 78 prowadzącą do granicy z Czechami. Oczy przetarłem patrząc na nieplanowane przeszkody przygotowane przez drogowców. Tuż za centrum szosa opadała dość stromo w obniżenie terenu by po chwili wspinać się na kolejne wzniesienie. I tak kilka razy. Mało tego. Akurat w tym czasie prowadzono remont nawierzchni i ruch odbywał się wahadłowo. Światła mijanki zainstalowano w obniżeniu, więc po zjechaniu w dół ze względu na czerwone światło siłą rozpędu nie mogłem sobie ułatwić podjazdu. Czyż to nie cudowna koncepcja rzeźby mięśni nóg ?
Najgorszy odcinek całej wycieczki to bez wątpienia ten pomiędzy Rybnikiem i Wodzisławiem Śląskim. Już dalej aż do samej Ostrawy nie było tak ciężko, a prędkość jazdy mogła oscylować w przyzwoitej wartości 30 km/h. Ponowne trudności w trasie zaczęły pojawiać się w drodze powrotnej gdy upał stawał się nieznośny, a pokonane wcześniej wzniesienia jakby wydawały sie wyższe. Jedyną radą na taki stan rzeczy jest rozsądne gospodarowanie energią i dostarczanie organizmowi zimnych płynów.
Być może trasa, którą opisuję z mojej perspektywy była wymagająca i wynika zapewne z faktu, że zbytnio nie przygotowałem się do tak dalekiej podróży. Prawdopodobnie niektórzy z Was z łatwością pokonują takie odcinki, więc mogę tylko pozazdrościć kondycji. Sam natomiast zamierzam z większą odpowiedzialnością przygotowywać się do tego rodzaju wycieczek.
Zakończmy może jednak wątek trudów i skupmy się na tym co ciekawego można było zobaczyć po drodze. Pomijając miasta Górnego Śląska, których piękno i atrakcje systematycznie opisuję podczas innych wycieczek, pierwsze co uderza to malownicze widoki Beskidu zarówno leżącego po Polskiej jak i Czeskiej stronie. Duże wrażenie odniesiemy także mijając Odrę na moście tuż przed Chałupkami. Na tej wysokości jest już szeroka, majestatyczna, płynąca spokojnie do Bałtyku. Z tego miejsca możemy również zobaczyć ujście Olzy do Odry. Wjeżdżamy do Chałupek. Na rogatkach miejscowości stoi duża tablica pokazująca aktualną temperaturę powietrza i jezdni. Jest 21 stopni więc całkiem przyjemnie. Po kilkuset metrach znaki drogowe nakazują wjazd na drogę rowerową, która ciągnie się przez większą część wioski. Jest asfaltowa, oddzielona od jezdni rowem. Jadę szybko i wygodnie. Tuż przy dworcu autobusowym zaczyna się przydrożne targowisko. Mnóstwo towaru i ludzi, zwłaszcza Czechów przyjeżdżających do Polski na tańsze zakupy. Odpoczynek planuję w parku zamkowym blisko granicy z Czechami - zaledwie 200 m od Odry.
Wracam na drogę prowadzącą do Czech. Mijam opuszczony terminal przejścia granicznego i wjeżdżam na wąski most prowadzący przez Odrę. Po raz kolejny podziwiam rzekę i wjeżdżam na Plac Wolności Starego Bohumina. Opustoszałe miejsce pełniące rolę parkingu i przystanku autobusowego nie przykuwa mojej uwagi. Mijam je kierując rower ku wieży kościoła, który o dziwo jest otwarty. Korzystam z okazji i wchodzę do środka.
Nas Polaków może zainteresować fakt, że dzieje Bohumina przez kilka stuleci były związane z polskim państwem piastowskim, a w okresie przed II wojną światową miasto Bogumin znajdowało się w granicach II Rzeczpospolitej i leżało na terenie województwa śląskiego.
Ponownie znajduję się na głównej drodze, która 3 km dalej na południe zaprowadzi mnie do Bohumina będącego XIX w. miastem przemysłowym powstałym przy stacji kolejowej. Po drodze przejeżdżam nad autostradą D1, którą łączy się niedaleko z polską A1. Mogę skorzystać z drogi rowerowej choć i tutaj niektóre z nich budowane są z kostki betonowej. Zwiedzam reprezentacyjne ulice starej części nowego Bohumina podziwiając odrestaurowane kamienice i zadbane kwietniki. Zatrzymuję się na odpoczynek przy niedużym skwerze zaraz obok dworca kolejowego. Chłodna cola przyjemnie rozpływa sie w ustach. Siedząc na ławce obserwuję poczynania policji lub straży miejskiej, która znalazła pijaka leżącego w krzakach. Cóż, nie zawsze ma się sposobność obserwacji takich życiowych scenariuszy i w sumie mógłbym pominąć w relacji to zdarzenie. Wychodzę jednak z założenia, że nie ma sensu koloryzować życia tylko należy je pokazywać takim jakie ono jest.
Czas jechać dalej. Opuszczam Bohumin dojeżdżając do drogi numer 647. Tutaj czeka na mnie miła niespodzianka w postaci drogi rowerowej zaprojektowanej w pasie drogowym. Sunę asfaltem, miło, szybko i przyjemnie. Po przejechaniu wioski Vrbice docieram do ronda ułatwiającego zjazd na autostradę. Prócz dróg dojazdowych wybudowano także sieć dróg rowerowych. Zastanawiam się gdzie skręcić i na czuja wybieram jeden z wariantów. Tym razem wybrałem prawidłowo i drogą rowerową jadę do Ostravy. W pewnym momencie - jak się potem okazuje tuż przed rogatkami miasta - droga rowerowa zarasta. I gdyby to była tylko trawa to pół biedy. Ale to krzewy i małe drzewa uniemożliwiającą dalszą podróż. Po prawej stronie drogi rowerowej biegnie dwujezdniowa droga ekspresowa oddzielona metalowymi barierkami. Mam wracać ? Postanawiam przenieść dość ciężki rower przez barierki i już główną drogą dojechać do centrum. Na szczęście ruch samochodów był niewielki i cała operacja zakończyła się szczęśliwie.
Do Ostravy od strony Bohumina wjeżdża się szeroką aleją, nad którą zwisa trakcja elektryczna sieci trolejbusów. Z biegiem kilometrów droga dobija do rzeki "Ostravice", która posiada dość wartki nurt. Po jej drugiej stronie znajduje się park i stare miasto. Na jej drugi brzeg można się przedostać kilkoma mostami. Ja wybieram opcję przeznaczoną dla pieszych i rowerzystów. Ostrava jest dużym miastem przemysłowym o liczbie mieszkańców ok. 300 000. Jest stolicą kraju morawsko-śląskiego i wraz z Bohuminem tworzy ważny węzeł kolejowy. W Ostravie znajduje się międzynarodowy port lotniczy, biegnie tędy autostrada D1 (D jak Dalnice czyli autostrada), a cały rejon pokryty jest gęstą siecią dróg (taki mini GOP). W Ostravie działa uniwersytet, reklamowane w Polsce zoo, a także Polski Konsulat Generalny. Miasto jednak warto odwiedzić z uwagi na bardzo ładną i zadbaną starówkę momentami przypominającą praską. Trzeba przyznać, że Czesi potrafią dbać o miejsca historyczne a wizerunek miast jest dla nich ważny. Na mnie największe wrażenie zrobiły dwa miejsca. Pierwsze to Rynek (Plac Masaryka) z dużą fontanną, po której dla ochłody biegały dzieci. Z Rynku rozchodzą się ładne uliczki otoczone wyremontowanymi kamienicami. Odpoczywam zajadając ostatnią bułkę, delektuję się architekturą i jestem z siebie zadowolony, że przejechałem spory odcinek drogi. Miasto posiada również twarz socrealistyczną i co nie dziwi nowoczesnej architektury. Postanawiam odwiedzić jedną z dzielnic zabudowy wielkopłytowej i sprawdzić różnice odnosząc je np. do osiedla Tysiąclecia w Katowicach. Ten sam styl, zagospodarowanie terenu, chodniki, ulice, sklepy, parkingi, ocieplane budynki styropianem - po prostu miejska sypialnia.
Wpadłem na dość nietypowy pomysł i postanowiłem rowerem przejechać po kładce łączącej centrum handlowe Forum Nova Karolina z dworcem autobusowym. Kładka biegnie na wysokości 3 piętra nad ruchliwą jezdnią i linią kolejową. Pomysł dość nietypowy gdyż musiałem dostać się na trzecie piętro centrum handlowego i nietypowy zapewne był dla kupujących widok osobnika z objuczonym rowerem jadący ruchomymi schodami na górę. Takie podejście do sprawy umożliwiło mi jednak wykonanie ciekawych fotografii.
Drugie miejsce, które mi się spodobało to boisko sportowe FC Banik Ostrava wybudowane na zboczach jednego ze wzniesień Ostravy. Kompleks sportowy otoczony jest z trzech stron szeroką jezdnią, a płytę boiska i zapewne wydarzenia sportowe można obserwować także z kładki dla pieszych. Zbocze wzniesienia przy boisku wzmocnione jest betonową skarpą, która nadaje okolicy wyrazu totalnego zurbanizowania. Z miejsca tego można podziwiać także panoramę starego miasta z górującą wieżą widokową nowego ratusza oraz to co lubię chyba najbardziej to rozciągające się na południowym horyzoncie pasma górskie.
Miasto posiada zapewne jeszcze wiele atrakcji i miejsc ciekawych do zwiedzenia i zobaczenia. Opisałem pokrótce tylko niektóre z nich i zdaję sobie sprawę, że mogą to być te nienajważniejsze. Proszę jednak odpowiedzieć sobie na pytanie: ile można zwiedzić mając do dsypozycji 2-3 godziny ? Przecież trzeba jeszcze wrócić do domu. Dla mnie Ostrava jest miastem na tyle inetresującym, że na pewno jeszcze do niej wrócę i to niekoiecznie rowerem. A wtedy będę miał o wiele więcej czasu i możliwości aby przyjrzeć się temu miastu z bliska.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Strona sołectwa Chałupki
- Zamek w Chałupkach
- Oficjalna strona miasta Bohumin
- Oficjalna strona miasta Ostrava
- Zoo w Ostravie
    więcej zdjęć w fotogalerii


Gliwice. Ranek przy skwerze Dessau.

   
Rynek w Rybniku i wyjazd w kierunku Wodzisławia Śląskiego.

   
Chałupki.

   
Zamek w Chałupkach z parkiem.

   
Bohumin.

   

   

   

   
Centrum Ostravy.

   
Widok z kładki.

   
Niespodzianka w trasie.

   
Zdjęcia "po drodze".

   
Okolice FC Banik Ostrava.

Copyright © 2005-2014 trasyrowerowe.pl