›› Strona główna ›› Kontakt ›› Archiwum

Trasa

Przebieg

km

czas

mapa

Góry Świętokrzyskie




fotogaleria

Punkty wyprawy:
1. dojazd do Bodzentyna,
2. baza wypadowa,
3. Kielce,
4. Michniów, Zagnańsk, Samsonów, Oblęgorek, Miedziana Góra,
5. Park Etnograficzny w Tokarni, Chęciny, Jaskinia Raj,
6. Starachowice, Wąchock, rezerwat "Wykus",
7. Łysogóry, Nowa Słupia,
8. Ostrowiec Świętokrzyski, Krzemionki, Bałtów, Kałków

530 km

9 dni

tak
732 Kb

Wstęp

Góry Świętokrzyskie to najstarsze pasmo górskie leżące na terytorium Polski. Po raz pierwszy obszar Gór Świętokrzyskich został wypiętrzony przez kaledońskie ruchy górotwórcze ok. 520-400 mln lat temu. W następnych epokach istniejące góry poddawane były dwukrotnemu procesowi odmłodzenia; 300 mln lat temu w orogenezie hercyńskiej i 50 mln lat temu w orogenezie alpejskiej.
W czasach nam bliższych - podczas ostatnich zlodowaceń - obszar Gór Świętokrzyskich przykrywały lessy. Także w tym okresie na wskutek działania lądolodu powstały gołoborza.
Podczas podróży po Górach Świętokrzyskich zauważymy, że ich rzeźba terenu charakteryzuje się długimi, równoległymi pasmami o lekko falistej linii grzbietowej, które rozdzielają szerokie obniżenia o płaskich dnach.
    Najciekawszym pasmem górskim o największych wysokościach względnych są Łysogóry z najwyższym szczytem Gór Świętokrzyskich Łysicą wznoszącą się 612 m n.p.m. Ów pasmo porasta zwarta Puszcza Jodłowa, która pomału ale systematycznie wkracza na największą atrakcję przyrodniczą Gór Świętokrzyskich czyli gołoborza. Gołoborza powstały podczas zlodowacenia jako produkt wietrzenia kwarcytów.
    Nazwa Gór Świętokrzyskich pochodzi z czasów Bolesława Chrobrego, a więc okresu formowania się państwowości polskiej. Według legendy przekazywanej z pokolenia na pokolenia dawno, dawno, temu na zaproszenie Bolesława Chrobrego przybył do Polski jego węgierski krewny - królewicz Emeryk. Otrzymał on od swego ojca oprawiony w złoto krzyż z relikwiami Krzyża Świętego. Kawałeczki krzyża, na którym umarł Jezus miały chronić go przed złymi przygodami w Polsce.
Na cześć królewicza urządzono wielkie polowanie. Myśliwi podążając za zwierzyną kierowali się w najwyższą partię gór. Nagle, wśród gęstwiny leśnej, królewicz Emeryk spostrzegł wielkiego jelenia. Spiął konia ostrogami i popędził za zwierzęciem. Jeleń uciekał przez dziki bór, kluczył między drzewami, chcąc zgubić pościg. Jeździec i koń byli już zmęczeni. I oto los przyszedł Emerykowi z pomocą. Jeleń wpadł w gęste zarośla, a jego rozłożyste rogi zaplątały się w gałęziach jak w pułapce. Królewicz uradowany wydostał z kołczanu strzałę, napiął łuk i wycelował w bok swojej zdobyczy.
Wtedy stało się coś dziwnego. Jeleń odwrócił łeb w stronę myśliwego i Emeryk ujrzał pomiędzy wieńcami wspaniałych rogów otoczony nieziemskim blaskiem krzyż. Światło bijące z krzyża oślepiło na chwilę królewicza. Młodzieniec uklęknął na kolana złożył ręce do modlitwy. Uznał to za znak od Boga. Jeleń nagle zniknął. Królewicz złożył przysięgę, że w miejscu cudownego zjawiska wybuduje klasztor i zostawi w nim otrzymaną od ojca relikwię Krzyża Świętego. Obietnicy dotrzymał i wkrótce wzniesiono zabudowania klasztorne na wzgórzu nazwanym na pamiątkę Świętym Krzyżem. Otaczające klasztor góry od tej pory noszą nazwę Świętokrzyskich. W klasztorze pozostał relikwiarz ofiarowany przez królewicza Emeryka. Zaś jeleń z krzyżem w rogach jest do dziś symbolem Gór Świętokrzyskich.

    Góry Świętokrzyskie są idealnym miejscem do uprawiania rowerowej turystyki górskiej. Ze względu na niewysokie szczyty, położone w rozległych dolinach malownicze wioski oraz niewielki ruch na drogach sprawiają, że podróżowanie rowerem po tym rejonie Polski jest bardzo przyjemne.
Prócz atrakcji przyrodniczych rejon Gór Świętokrzyskich znany jest także z patriotycznej i walecznej postawy jego mieszkańców w okresie bardzo trudnym dla narodu polskiego. Na każdym kroku spotkamy pamiątkowe krzyże, tablice, ale również muzea i pomniki mówiące o bohaterskiej i męczeńskiej postawie Polaków.
Rejon Gór Świętokrzyskich to również miejsce, w którym rodziła się Polska myśl przemysłowa. To właśnie tutaj istniał Staropolski Okręg Przemysłowy, którego pozostałości widać przy ruinach hut i fabryk.
To z Górami Świętokrzyskimi związani są tacy wybitni polscy pisarze jak Henryk Sienkiewicz i Stefan Żeromski. To tutaj odwiedzając park etnograficzny w Tokarni zobaczymy rzeźby Jana Bernasiewicza.
Łącząc wymienioną spuściznę kulturalną, walory przyrodnicze, historię, atrakcje turystyczne i wiele, wiele innych możliwości poznawania i zwiedzania okaże się, że na stosunkowo niedużym obszarze posiadamy w Polsce region, w którym przebywanie jest prawdziwą frajdą i przygodą.

Strony podejmujące temat Gór Świętokrzyskich:
- Świętokrzyski Urząd Wojewódzki w Kielcach
- Urząd Marszałkowski Województwa Świętokrzyskiego
- Świętokrzyski portal turystyczny
- Atrakcje regionu świętokrzyskiego

dojazd do Bodzentyna (02.06.2007 r.)

Wyprawę rozpocząłem na dworcu PKP w Tarnowskich Górach skąd udałem się pociągiem do Katowic. W Katowicach przesiadka w pociąg osobowy do Kielc. Trasa tego typu pociągiem jest długa i męcząca, ale dająca możliwość przetransportowania roweru.
Po przyjeździe do Kielc czekała mnie około 30 km podróż rowerem do Bodzentyna. Pierwszy etap podróży - mniej więcej do zbiornika Cedzyna - odbywał się po drodze krajowej nr 74, co przy obciążonym sakwami rowerze i bardzo dużym ruchu samochodów jest nieprzyjemne i niebezpieczne. Trzeba zachować szczególną ostrożność. Plusem takiego wariantu jest szybkość w dotarciu do celu, a mi się spieszyło ze względu na zbliżające się intensywne opady deszczu.
Ledwo co skręciłem w lokalną drogę do Mąchocic złapało mnie urwanie chmury i gęste listowie krzewu, pod którym się schroniłem niewiele pomogło. Opady przechodziły falami z kilkuminutowymi rozpogodzeniami i jedynym sposobem dalszej podróży było szukanie schronienia pod wiatami przystanków PKS.
Tym oto sposobem udało mi się bez większych problemów dojechać do celu i zameldować w schronisku młodzieżowym gdzie wziąłem prysznic i zabrałem się za porządkowanie przemokniętych rzeczy.

Bodzentyn powstał około 1355 r. na prawie średzkim, jako prywatne miasteczko pozostające własnością biskupów krakowskich do końca Rzeczypospolitej szlacheckiej. Powstanie miasta związane było z przeniesieniem swojej rezydencji biskupa Bodzanta Jankowskiego z Tarczku na wyniosły brzeg Psarki. W założonej przez siebie osadzie Bodzanta wybudował kościół i dwór, zaś pośrodku osady wytyczył rynek wraz z odchodzącą od niego siecią ulic i uliczek. Następca Bodzanty - biskup Florian Mokrski wybudował dookoła miasta mury i baszty, a na wzgórzu za kościołem zbudował zamek. Dalszą historię miasteczka można prześledzić na stronie www.bodzentyn.ugm.pl.
Atutem Bodzentyna jest nie tylko położenie - idealne do wypadów rowerowych po okolicy. Będąc w tym spokojnym miasteczku trzeba koniecznie odwiedzić pewne miejsca świadczące o jego bogatej przeszłości historycznej. Wybierając się na spacer pójdźmy ul. Licealną na stary rynek. W jego bliskim sąsiedztwie stoją ruiny zamku biskupów krakowskich oraz kościół parafialny. Nieopodal starego rynku znajduje się drugi rynek zwany "dolnym" oraz ruiny kościoła p.w. św. Ducha, który planuje się odbudować.
W ścisłej zabudowie miasta zauważymy charakterystyczny styl architektoniczny, w którym perełką jest XIX w. drewniana zagroda Czernikiewiczów. Obecnie znajduje się w niej punkt etnograficzny.
Burzliwe dzieje Bodzentyna można odnaleźć odwiedzając trzy cmentarze: katolicki, żydowski oraz żołnierzy rosyjskich, austriackich i niemieckich.
Na koniec wycieczki po mieście można przysiąść w niewielkim parku nad rzeką Psarką lub udać się na zbocza Góry Miejskiej by stamtąd obserwować zabudowę Bodzentyna.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona miasta i gminy Bodzentyn

               

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Baza wypadowa

Na miejsce noclegowe w kolejnej wyprawie rowerowej wybrałem - podobnie jak w przypadku podróży w Góry Opawskie - schronisko młodzieżowe i był to wybór jak najbardziej trafiony. Przy wyborze noclegu kierowałem się przede wszystkim miejscem, a więc nie dużą odległością od centrum, blisko sklepu w spokojnej okolicy. Ważna również była cena jaką zaoferowało mi schronisko co przy stosunku standardu do opłat mogę postawić ocenę bardzo dobrą.
Okazało się, że schronisko jest po generalnym remoncie. Turyści mają do dyspozycji kuchnię, pralnio-suszarnię, łazienkę, ubikację, świetlicę oraz wieloosobowe pokoje. Jedynym mankamentem, który mi przeszkadzał były wrzeszczące w pobliskim parku - od wczesnego rana do późnego wieczora - wrony. Z czasem można się jednak przyzwyczaić.
Ważną sprawą przed rezerwacją miejsca jest umówienie się z dyrektorem co do orientacyjnego przyjazdu. Schronisko jest otwarte od godzin popołudniowych do rana. W pozostałym czasie jest zamknięte.

Dane teleadresowe:
Powiatowe Szkolne Schronisko Młodzieżowe
w Chęcinach Filia nr 1 w Bodzentynie
ul. Wolności 1a
26-010 Bodzentyn
tel. 0 665 533 961

               

  więcej zdjęć bazy wypadowej w fotogalerii

Kielce - górskie miasto (04.06.2007 r.)

Kielce leżą u podnóża Gór Świętokrzyskich pomiędzy pasmami górskimi nad rzeką Silnicą. Miasto powstało w miejscu małej osady, w której prowadzono intensywną wymianę handlową. Było to na pewno wcześniej niż w X wieku. Z powstaniem miasta wiąże się legenda, którego głównym bohaterem jest Mieszko I. Obecnie Kielce są stolicą Województwa Świętokrzyskiego, zamieszkiwane przez ok. 200 tys. ludzi. Dokładne dzieje miasta można przeczytać na oficjalnej stronie internetowej.
Chcąc zwiedzić Kielce najlepiej jest zostawić rower w Bodzentynie i do stolicy wybrać się autobusem. Kursuje ich dużo i wybierać można od małych przewoźników po PKS-y. Swoją wycieczkę rozpoczynam na dworcu PKS i w punktach poniżej przedstawię miejsca, które warto odwiedzić:
1. Reprezentacyjna ulica starego miasta tzw. deptak - ul. H. Sienkiewicza,
2. Rynek i przylegające uliczki,
3. Kościół p.w. św. Wojciecha z X w. - najstarszy w Kielcach,
4. Muzeum zabawek,
5. Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryji Panny,
6. Pałac Biskupów Krakowskich,
7. Park im. Stanisława Staszica,
8. Rezerwat geologiczny "Kadzielnia",
9. Stadion piłkarski,
10. Rezerwat "Karczówka".
    Żeby poznać całe miasto jeden dzień spaceru nie wystarczy. Myślę jednak, że miejsca które wymieniłem powyżej są tymi najważniejszymi i przy dyscyplinie czasowej do wieczora można się wyrobić.
Więcej informacji nt. zabytków i nie tylko można znaleźć na oficjalnej stronie miasta.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona miasta Kielce
- Informator kielecki

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Pierwsza lekcja patriotyzmu (05.06.2007 r.)

Nadszedł dzień wyrobienia pierwszej pętli. Plan jest prosty: Michniów, Zagnańsk, Samsonów, Oblęgorek, Miedziana Góra, Kielce, Bodzentyn. Start rano około 9:00 po śniadaniu. Pogoda podeszczowa, duże zachmurzenie lecz bez opadów, temperatura w okolicach 20 stopni.
    Z Bodzentyna wyruszam w kierunku północnym by zwiedzić Muzeum Martyrologii Wsi Polskiej w Michniowie. Jadę drogą wojewódzką o niedużym ruchu samochodowym. Po drodze mijam niewielkie wioski, lasy i pola. Najładniejsze widoki rozciągają się ze wzniesień, z których można obserwować pasma górskie otaczające Bodzentyn.
Po kilkudziesięciominutowej jeździe wjeżdżam do spokojnej wioski Michniów, która niczym nie przypomina miejsca, w którym rozegrały się tragiczne sceny z lat II wojny światowej. Muzeum, które szukam znajduje się przy głównej drodze. Przed nowym budynkiem przygotowano parking dla autokarów. Zza płotu widać kaplicę i duży pomnik "Michniowska Pieta". Największe wrażenie robi jednak rozciągający się na długości 160 metrów las krzyży z nazwami 817 spacyfikowanych wsi polskich.
W budynku mieści się Dom Pamięci Narodowej, w którym prezentowana jest stała wystawa pt. "Michniów, płonęły niebo i ziemia" opowiadająca i ilustrująca heroizm polskiej wsi i dokonanych na niej zbrodniach. W księgarni można nabyć wiele tematycznych pozycji oraz folderów. Dzięki nim sprawdźmy co wydarzyło się w Michiowie 12 lipca 1943 r.
Tego dnia zanim dzień wstał nad świętokrzyską krainą, oddziały hitlerowskiego okupanta otoczyły podwójnym pierścieniem zatopioną pośród lasów, sprzyjającą partyzantom, wieś Michniów. Wkrótce Niemcy wkroczą pomiędzy zabudowania. Rozlegną się strzały, odgłosy wybuchających granatów, domostwa ogarnie ogień. Rozpocznie się pacyfikacja, która potrwa dwa dni i przyniesie zagładę Michniowa. Po zrównanej z ziemią wsi pozostaną jedynie zgliszcza i popiół, w którym nieliczni ocaleni będą poszukiwać szczątków swych najbliższych. Po resztkach odzieży, warkoczu, którego nie strawił płomień, będą pośród zwęglonych ciał rozpoznawać matkę, męża, syna. Męczeńską śmierć przez rozstrzelanie bądź spalenie żywcem poniosło dwustu trzech mieszkańców wsi, w tym 53 kobiety i 47 dzieci. Najmłodszą ofiarą michniowskiej zbrodni był Stefanek Dąbrowa. Miał dziewięć dni, gdy został wrzucony do płonącego domu. Ci, którzy przeżyli, złożyli prochy pomordowanych we wspólnym dole, ale Niemcy kazali to miejsce zaorać.
Spacerując zamyśleni pomiędzy krzyżami pamiętajmy słowa Ojca Świętego Jana Pawła II Świat powinien wiedzieć, ile nas, Polaków, kosztowało prawo do swego miejsca na ziemi.
    Ruszam w dalszą drogę bo przede mną jeszcze wiele ciekawostek. Następną jest znany w całej Polsce pomnik przyrody dąb Bartek. Dojazd do celu jest raczej bezpieczny nawet na niewielkim odcinku drogi krajowej. Pewnym utrudnieniem, ale zarazem frajdą jest wjazd na szczyt wzniesienia we wsi Występa i przejazd przez Belno.
Dąb Bartek o ogromnych rozłożystych konarach podtrzymywanych specjalnymi belkami stoi przy drodze w Zagnańsku niczym król lasu pilnujący przyrody. Jego królestwo otoczone jest drewnianym płotem i w jego pobliże można się dostać wchodząc specjalną bramą. Wedle tradycji dąb Bartek liczy sobie ok. 1200 lat choć ostatnie badania wskazują na 700 lat. Imponujące są także jego rozmiary: wysokości 30 m, obwód pnia przy ziemi 13,4 m, rozpiętość konarów ok. 40 m. Wedle legend zasiadali przy nim Bolesław Krzywousty, Kazimierz Wielki, a Jan III Sobieski wracając spod Wiednia miał włożyć do dziupli butelkę wina, szablę i rusznicę turecką.
Na pamiątkę można sobie zrobić zdjęcie lub kupić u przydrożnego sprzedawcy pocztówkę. Pamiętajmy także o tym żeby nie wchodzić za płot i nie śmiecić.
    Dąb Bartek pozostaje za moimi plecami czekając na kolejnych turystów, a ja jadę zobaczyć ruiny "Huty Józef" w Samsonowie. Jest to wieś położona nad Bobrzą, w której już w XVI w. powstawały pierwsze dymarki. Z inicjatywy Stanisława Staszica w latach 1818-1822 powstała huta opalana węglem drzewnym wraz z osiedlem mieszkaniowym dla pracowników. Zakład uległ zniszczeniu w czasie pożaru w 1866 r. i nie został już odbudowany ze względu na wyczerpywanie się złóż rudy i nieopłacalności produkcji. Spacerując po dawnych pomieszczeniach odlewni i modelarnii, wieży wyciągowej najbardziej zainteresował mnie suchy kanał biegnący w głąb ziemi pod ulicami Samsonowa. Jako, że krata była otwarta wszedłem do środka i moim oczom ukazała się nieprzebrana ciemność prowadząca nie wiem dokąd. Z lektury wynika, że jest to podziemny kanał, którym płynęła woda poruszająca maszyny w hucie.
    Również nad Bobrzą w miejscowości Bobrza rozpoczęto w 1828 r. z inicjatywy ks. K. Druckiego-Lubeckiego budowę największej na tamte czasy huty, w której miało stanąć pięć wielkich pieców. Budowę przerwało powstanie listopadowe i do dnia dzisiejszego zachowały się ruiny hal, osiedle mieszkaniowe dla robotników, koła wodne oraz wielki mur oporowy o długości 400 m i wysokości 15 m, którego zadaniem było spiętrzenie rzeki Bobrzy tak aby powstał zbiornik wody dla potrzeb zakładu.
    Turystykę industrialną zostawiamy za sobą i choć z historią jeszcze się nie rozstaniemy to poznamy jej inne oblicze. Poprzez kolejne wioski jadę do Oblęgorka, w którym mieszkał jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy - Henryk Sienkiewicz. W 1900 r. z okazji 25-lecia pracy twórczej polskie społeczeństwo ofiarowało pisarzowi pałacyk wybudowany w stylu eklektycznym. Pisarz spędzał w nim wakacje w latach 1902-1914. Obecnie znajduje się tu muzeum poświecone Sienkiewiczowi, w którym można zobaczyć oryginalne przedmioty używane w jego codziennym życiu oraz sposób i wnętrze w jakim przebywał podczas wakacji.
W zabytkowym parku otaczającym domostwo można porządnie odpocząć po trudach wyprawy, posilić się oraz nabrać nowych sił bo do Bodzentyna kawał drogi.
    Późne po południe przywołuje myśli o powrocie do domu. Kieruję więc rower na szosę prowadzącą do Miedzianej Góry. Za nim jednak tam dotrę chcę zobaczyć tor wyścigowy leżący nieopodal, na zboczach G. Cisowskiej (365 m n.p.m.).
W 1936 r. powstaje stowarzyszenie Automobil Klub Kielcecki, który rozpoczyna swoją działalność skupiając w swych szeregach członków interesujących się tematem motoryzacji. Wojna przerywa działalność klubu i dopiero po jej zakończeniu możliwy jest jego dalszy rozwój.
Tor wyścigowy, którym miałem możliwość przetestować - niestety tylko rowerem - powstał w 1977 r. Składa się on z dwóch odcinków, krótszym biegnącym w pobliżu widowni i hotelu oraz dłuższy biegnący równolegle do drogi krajowej nr 74. Podobno w czasie wyścigów na długim torze zamykana jest droga krajowa i samochody ścigają się również po niej.
Ścinając rowerem ostre zakręty, mijając ustawione na drodze przeszkody można przez chwilę poczuć się jak za kierownicą bolidu choć przy takiej prędkości wiadomo, że to nie to.
    Po zdobyciu mety i ostatniego miejsca w rankingu opuszczam tor wyścigowy i wjeżdżam na drogę krajową prowadzącą do Kielc. Stamtąd kieruję się na Masłów gdzie z szosy można zobaczyć lotnisko sportowe. Dalej już zostaje tylko dojechać do Mąchocic, wjechać na znaną już trasę i znaleźć się na kolacji w Bodzentynie - oczywiście trzeba ją sobie samemu przygotować.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Informacje o mauzoleum w Michniowie
- Dąb Bartek
- Ruiny huty w Samsonowie
- Muzeum Henryka Sienkiewicza
- Tor samochodowy w Miedzianej Górze

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Podróż do raju (06.06.2007 r.)

Zapowiada się słoneczny dzień. Po wczorajszych chmurach nie zostało ani śladu. Szybkie śniadanie, trochę prowiantu na drogę i wczesnym rankiem wyjeżdżam w drugą pętle po Górach Świętokrzyskich.
Kieruję się na południe przecinając Pasmo Klonowskie, z którego roztacza się piękny widok na okolice Bodzentyna. Docieram do Świętej Katarzyny gdzie po asfaltowej drodze widać spływającą po ostatnich deszczach wodę. Ponownie wjeżdżam do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Droga wiedzie przez las, pod górę. Po drodze mijam pomnik poświęcony Stefanowi Żeromskiemu. Dalej, na szczycie zbocza Łysogór, po którym biegnie szosa stoi pomnik poświęcony partyzantom Ziemi Kieleckiej 1939-45. Stąd też roztacza się wspaniały widok na zachodnie i południowe pasma Gór Świętokrzyskich.
Po trudach wjazdu czeka mnie teraz najprzyjemniejsza chwila w podróżowaniu rowerem po górach. Kilku kilometrowy zjazd do wsi Górno. Jadąc dalej w kierunku południowo-zachodnim mijam Daleszyce, Borków, Komórki, Morawicę, Nidę, Wolicę i docieram do Tokarni.
    Między drogą krajową nr 7, a lewym brzegiem rzeki Czarna Nida wśród pól, lasów i zagajników utworzono Park Etnograficzny w Tokarni. Po zakupieniu biletu wchodzę na teren parku. Między poszczególnym budynkami można przemieszczać się rowerem co bardzo ułatwia zwiedzanie, gdyż powierzchnia skansenu zajmuje 70 ha.
Cały park podzielono na pięć sektorów, w których zobaczymy: budownictwo małomiasteczkowe, budownictwo wyżynne, dworsko-folwarczne, świętokrzyskie i terenów lessowych. Najciekawszymi zabytkami są: drewniany kościół z Rogowa, wzniesiony w 1763 r. przez biskupa przemyskiego Michała Wodzickiego. Obok stoi organistówka z Bielin wewnątrz, której odtworzono dawną pracownię krawiecką, sklepik i aptekę. W sektorze budownictwa wyżynnego zobaczyć można zagrodę chłopską wraz z wystawą rzeźb ludowego artysty Jana Bernasiewicza, który rzeźbił postacie wielkich Polaków, sławnych mieszkańców Kielecczyzny oraz swoich sąsiadów.
Odwiedzając sektor dworsko-folwarczny koniecznie trzeba odwiedzić wiatrak rolkowy z Grzmucina, z okien którego widać zamek w Chęcinach oraz dwór drobnoszlachecki z Suchedniowa.
W sektorze budownictwa świętokrzyskiego zobaczymy zagrodę z Radkowic - z podwórzem całkowicie zamkniętym zabudowaniami. Ponadto warto zajrzeć do domu zielarki, w którym wspaniale pachnie ziołami oraz zobaczyć wnętrze szkoły z Nowej Słupi.
Ostatnią częścią jaka pozostała mi do zwiedzenia jest zabudowa terenów lessowych. Reprezentują ją studnia dworska z kieratem z Gór Pińczowskich oraz chałupa ze Świątnik z 1758 r.
W skansenie odtworzono również XV-wieczne stanowisko wytopu ołowiu, na którym co roku pokazywane są średniowieczne metody wytapiania tego metalu.
    Zwiedzanie skansenu zajmuje dobre kilka godzin więc przyszła pora na dalsze etapy wycieczki. Kolejnym punktem będzie odwiedzenie Chęcin i zamku. Wracam na drogę krajową kierując rower na północ. Po drodze zjeżdżam do miejscowości Starochęciny, w której znajduje się dwór starostów chęcińskich z XVII w.
    Chęciny - małe miasteczko leżące u podnóża Zamkowej Góry wzmiankowane było już w 1275 r. Znaczenie miasta wzrosło po wybudowaniu zamku na przełomie XIII i XIV w. Prawa miejskie Chęcinom nadał Władysław Łokietek w 1325 r. Przez wiele lat Chęciny jako miasto królewskie było ważnym miejscem spotkań możnowładców oraz ośrodkiem produkcyjnym.
W 1607 r. Chęciny zostały zniszczone przez rokoszan a dzieła dopełniły najazdy Szwedów w 1655 i 1657 r. Wojny spowodowały, że miasto straciło na znaczeniu co zostało przypieczętowane w 1796 r. przeniesieniem siedziby powiatu do Kielc.
Przed wojną dużą część mieszkańców stanowiła ludność żydowska. W obecnym domu kultury gdzie kiedyś znajdowała się synagoga zachowały się renesansowe elementy, w tym portal z hebrajskimi inskrypcjami oraz marmurowym Aron ha-kodeszem (miejsce na Torę).
Zwiedzając Chęciny warto zajrzeć również do tamtejszych kościołów, pospacerować zabytkowymi ulicami oraz co najważniejsze wejść do ruin zamku. Na szczyt gdzie stoi zamek można wejść idąc drogą od strony wschodniej lub ścieżką od strony zachodniej i północnej. Preferuję wejście od strony zachodniej i zjazd drogą od wschodu. Wejście na teren zamku jest płatne. Sam zamek niezachwyca i jedyną atrakcją może być wejście na wieżę skąd rozciąga się widok o promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Na dziedzińcu zobaczymy zagłębienie po dawnej studni oraz pozostałości piwnic. Można również zakupić pamiątkę w rozstawionym bazarze albo zrobić sobie zdjęcie w ubiorze rycerskim lub będąc skutym w dybach.
    Stoję na wieży i spoglądam na północ. W oddali widać jasne blokowiska Kielc, a tuż pod nogami budynki Chęcin. Pomiędzy nimi rozciąga się Pasmo Zgórskie, Zelejowskie i Posłowicko-Dymińskie porośnięte lasem. To właśnie w tej gęstwinie na zboczach Bolechowickiego Grzbietu wśród wapieni dewońskich powstała jedna z piękniejszych polskich jaskiń - jaskinia Raj.
Jaskinia była odkrywana kilkakrotnie w latach 1963/1964. W 1963 r. Józef Kopeć i Feliks Wawrzeńczak podczas wydobywania wapienia w łomiku na zboczu wzgórza Malik przypadkowo natrafili na prowadzącą w głąb skały szczelinę, przez którą wkrótce potem do jaskini przedostali się kilkunastoletni chłopcy z pobliskiej Sitkówki, dokonując pierwszych zniszczeń szaty naciekowej. Odkrywcy szczeliny zasypali ją blokami skały aby uniknąć ewentualnych wypadków. W 1964 r. uczniowie Technikum Geologicznego z Krakowa (Bohdan Bałdun, Zbigniew Bochajewski, Włodzimierz Łucki i Wojciech Pucek) podczas letniej praktyki terenowej przedostali się przez szczelinę do wnętrza jaskini, zwiedzili ją i zachwyceni jej pięknem oraz bogactwem nacieków nazwali jaskinię Rajem. O dokonanym znalezisku poinformowano Ryszarda Gradzińskiego z Sekcji Speleologicznej Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika, z którym ponownie odkrywcy zwiedzili jaskinię, wykonując jej plan i dokumentację fotograficzną. 10 maja 1972 r. jaskinie uroczyście otwarto dla ruchu turystycznego.
Z Chęcin do jaskini najszybciej dojedziemy głównymi drogami. Można także wybrać dłuższy wariant polno-leśnej trasy odwiedzając przy okazji jaskinię Piekło. Wejście do jaskini Raj znajduje się u podnóża wzgórza Góra Malik (270 m n.p.m.), do którego prowadzi wąska alejka. Jaskinia jest nieduża o długości 240 m przy czym dla ruchu turystycznego udostępniono trasę o długości 180 m. Jaskinia słynie z bardzo bogatej szaty naciekowej. W niej znaleziono także ślady bytności człowieka paleolitycznego oraz szczątki zwierząt. Czekając na wejście do środka można pooglądać wystawę zwierząt lub zjeść coś w kawiarni. Będąc w środku pamiętajmy aby niczego nie dotykać, nie urywać, nie śmiecić i nie robić zdjęć.
    Kończąc zwiedzanie patrzę na zegarek - jest godzina 19:00 i zaczyna zmierzchać. Pora więc wracać do Bodzentyna zwłaszcza, że do pokonania mam ponad 2 godzinna drogę.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Park Etnograficzny Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni
- Oficjalna strona miasta Chęciny
- Jaskinia Raj

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Druga lekcja patriotyzmu (07.06.2007 r.)

Zmęczenie po wczorajszym dniu dało się we znaki. Kryzys kondycji przyszedł zaraz po wyjeździe z Bodzentyna. Z trudnością pokonywałem kolejne wzniesienia, które wcale nie były względnie wysokie. Nie mogłem się załamać, ugiąć przed tą trasą, odpuścić sobie. Czułem, że jeśli teraz tak zrobię to następne pętle po Górach Świętokrzyskich będą wyglądać podobnie.
Jadąc kilka kilometrów na godzinę, czasem schodząc z roweru mijałem kolejne wioski położone na szczytach i w dolinach Pasma Sieradowickiego. Oprócz wspaniałych wiejskich krajobrazów dużą atrakcją stały się dosyć głębokie i wąskie wąwozy, w głębi których prowadziły drogi łączące poszczególne wioski. Przejazd taki wąwozem był nielada przygodą i szkoda tylko, że nie zdołałem zahaczyć o rezerwat przyrody utworzony w Wąwozie Chmielowiec.
    Jadąc dalej odwiedziłem Radkowice, w którym można zwiedzić drewniany kościół z 1621 r. Następnie minąłem Rzepin i wjechałem do Starachowic.
Osobiście miasto nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Mijając kolejne ulice zauważyłem, że stanowi swoistą mieszankę dawnej zabudowy wiejskiej z nowymi budynkami wielorodzinnymi stawianym w czasie szybkiego rozwoju.
Atrakcją turystyczną może być podróż kolejką wąskotorową do miejscowości Lipie. Można także zwiedzić zabytkowy kościół p.w. św. Trójcy z XVII w. oraz wybrać się nad zalew utworzony na rzece Kamienna.
    Kilka kilometrów dalej w kierunku północno-zachodnim leży niewielkie miasteczko znane w Polsce z ironicznych kawałów - to Wąchock. Dyskretny uśmiech pojawia się na twarzy gdy mijam przydrożną tablicę z nazwą miejscowości. Wtedy jeszcze nieznałem historii miasteczka i dziejów jego mieszkańców.
Wjeżdżam na malutki rynek wypełniony słońcem. Szukam dogodnego miejsca by zrobić zdjęcia. Ryneczek jest odnowiony, ładny z dużą ilością zieleni. Po jego wschodniej stronie stoi pomnik mjr Jana Piwnika "Ponurego" dowódcy Armii Krajowej Okręgu Radomsko-Kieleckiego, który ze swoją grupą żołnierzy ukrywał się w pobliskich lasach na Wykusie.
Po krótkim odpoczynku i uzupełnieniu płynów skierowałem się do klasztoru oo. Cystersów. Po drodze przyglądam się pomnikowi poświęconemu poległym w walkach z bolszewikami w latach 1918-1920. Ów pomnik mieszkańcy miasta schowali przed nadciągającą Armią Czerwoną i niedawno odsłonięto go ponownie.
W 1179 r. biskup krakowski Gedka z rodu Gryfitów sprowadził do Wąchocka Cystersów. Zakonnicy specjalizowali się w górnictwie i przemyśle metalurgicznym. Zakładali kuźnice i dymarki, a następnie wielki piec z wytwórnią narzędzi. W 1819 r. opactwo uległo kasacie, jednak w 1951 r. ojcowie powrócili.
Wchodzę do klasztoru. W dużej sali na ścianie na przeciwko wejścia wisi rzeźba Jezusa ukrzyżowanego. Przyglądam się bliżej i patrząc w Jego oczy widzę jakby płakał. Niesamowite uczucie. Po mojej lewej stronie w małej księgarni można nabyć pamiątki i pozycje książkowe o tematyce klasztornej. Po mojej prawej stronie znajduje się muzeum.
Miałem szczęście. Zebrało się więcej ludzi i pojawiła się pani przewodnik, która oprowadzi nas po niedostępnych wnętrzach klasztoru. W czasie wycieczki poznałem jak wyglądało życie zakonników, mogłem podziwiać romański styl budowli, zwiedziłem kapitularz, karcer, fraternie, refektarz oraz wiele małych celi i ciągnących się korytarzy.
W jednej ze ścian wmurowano urnę z prochami legendarnego dowódcy partyzanckiego - Jana Piwnika "Ponurego".
Na końcu wycieczki udaliśmy się do przepięknego kościoła p.w. Najświętszej Maryi Panny i św. Floriana.
W XVII w. klasztor otoczono murem obronnym z zachowanymi do dnia dzisiejszego dwoma bramami. Na jednym z nich umieszczono symbole oraz tablice pamiątkowe upamiętniające męczeńską i bohaterską śmierć Polaków w czasie walki o wolność ojczyzny.
Kończę zwiedzanie klasztoru. Przejeżdżam pod jedną z bram kierując się nad rzekę Kamienna. Po drodze mijam pomnik postawiony ku pamięci Polskim sołtysom. Pod rzeźbą zafrasowanego sołtysa znajduje się znana sentencja "Sołtys na zagrodzie równy wojewodzie". Kilkaset metrów dalej płynie rzeka Kamienna, na której odbudowywana jest zapora wodna. Natomiast po jej lewej stronie stoją ruiny fabryki z XIX w. tzw. "pałac" Schoenberga.
    Zwiedzanie Wąchocka czas kończyć. Jest popołudnie a chcę jeszcze odwiedzić obozowiska partyzanckie. Kieruję rower do wsi Rataje i wjeżdżam do Sieradowickiego Parku Krajobrazowego. Jadę głównym duktem łączącym Bodzentyn z Wąchockiem. Droga wyłożona jest kamiennym tłuczniem przez co jazda jest bardzo nieprzyjemna i nawet przednie amortyzatory niewiele odciążają nadgarstki. Gdy tylko nadarza się okazja zjeżdżam z głównej drogi i niebieskim szlakiem kieruję się do obozu Langiewicza z 1863 r.
Leśna ścieżka prowadzi przez las. Momentami jest bardzo podmokła i trzeba zejść z roweru. Za nim dojadę do celu mijam pozostałości po szybach górniczych.
Po kilkudziesięciominutowej jeździe wjeżdżam na rozległą polanę. Polana jest dzika z mnóstwem samosiejek i krzewów. Na jej środku przygotowano miejsce na ognisko. Obok znajduje się obelisk oraz tablice pamiątkowe przypominające o obozującej tu formacji Langiewicza walczącej w powstaniu styczniowym.
100 metrów od polany Obóz Langiewicza znajdują się dwa źródełka, z których korzystali z pewnością powstańcy.
    Po chwili odpoczynku jadę odwiedzić drugie obozowisko tym razem z okresu II wojny światowej. Nazywane jest Wykus i leży na terenie rezerwatu leśnego o tej samej nazwie. W 1943 r. stacjonował na Wykusie oddział Jana Piwnika "Ponurego", który przeprowadził około 40 akcji bojowych w okolicach Bodzentyna.
Po wojnie na polanie wzniesiono symboliczny cmentarz i kapliczkę z wyrytymi pseudonimami poległych partyzantów oraz tablicami poświęconymi zmarłym po wojnie członkom zgrupowania.
W momencie kiedy odwiedzałem Wykus słońce chyliło się ku zachodowi. Promienie słoneczne gubiły się w otaczającym gęstym lesie. Stojąc pośrodku polany widzę jak ogarnia mnie zmrok. Gdyby tak teraz rozbić tu namiot zasiąść do ogniska i poczuć się jak żołnierz, który jutro będzie prowadził akcję zbrojną. Czy z niej wróci?
Mam to szczęście, że moje schronienie mieści się w przytulnym pokoju schroniska młodzieżowego. Wracam więc na kamienisty dukt i jadąc przed siebie - wpierw lasem a potem mijając małe wioski - docieram do Bodzentyna.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona Starachowic
- Oficjalna strona Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Wąchocku>
- Klasztor Cystersów w Wąchocku
- Informacje o Janie Piwniku "Ponurym"
- Obóz Langiewicza
- Wykus

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Całe te nasze góry (08.06.2007 r.)

Następnego dnia rano, po śniadaniu wybieram się w kolejną podróż. Dziś już wypoczęty mijam bez problemu wieś Podgórze i wjeżdżam do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Ponownie czuję zapach rozległych lasów, a z znajdujących się po drodze polanek bez przeszkód obserwuję górującą Łysicę.
Docieram do Świętej Katarzyny. Zaraz przy wjeździe do wioski widać stojącą przy drodze kapliczkę św. Antoniego, która przykuwa swoim wyglądem. Z centrum miejscowości widać otoczone lasem potężne anteny satelitarne będące elementem Centrum Usług Satelitarnych TPSA. Podążając w kierunku wyłaniającej się z lasu wieży, górującej nad wierzchołkami drzew można odwiedzić Muzeum Minerałów i Skamieniałości.
    Według podań za nim powstała Święta Katarzyna u stóp Łysogór istniała pogańska świątynia, w której mieszkali pustelnicy. Z czasem miejsce pustelni zajął klasztor zbudowany przez benedyktynów ze Świętego Krzyża, a następnie rozbudowany w latach 1471-1478 przez biskupa krakowskiego Jana Rzeszowskiego. Z czasem wokół klasztoru powstawały zabudowania i tak powstała wioska, która przyjęła nazwę od patronki świątyni.
Przed klasztorem jest mały parking. Schodzę z roweru, który przywiązuję do płotu. Do klasztoru wchodzi się po schodach przez renesansowy portal. Prowadzi on na wczesnobarokowy dziedziniec zwany obchodnikiem. Po prawej stronie dziedzińca znajduje się wejście do kościoła, w którym można podziwiać owianą legendą figurkę Świętej Katarzyny, wykonaną z drzewa cyprysowego.
    Pora ruszać dalej. Zaraz za klasztorem rozpoczyna się szlak odchodzący od szosy w kierunku szczytom Łysogór. Zjeżdżam z asfaltu i polną drogą kieruję się do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Po mojej lewej stronie wiedzę klasztor natomiast po prawej na łące siostry przy sianokosach. W sąsiedztwie klasztoru znajduje się kapliczka z XVIII w. kryta gontem, w której w 1882 r. podpisał się Stefan Żeromski. Podobno to w niej umarł powstaniec z "Syzyfowych Prac".
    Przed wejściem do parku narodowego w ustawionym szałasie znajduje się kasa. Kupuję bilet wstępu za 5 zł (08.06.2007 r.). Strażnik nie chciał mnie wpuścić z rowerem do parku. Udaje mi się jednak go przekonać do zmiany zdania. Obiecałem, że na terenie parku nie będę jechał rowerem więc dalszą część trasy pokonałem pieszo.
Kupując bilet nabywamy również prawo do bezpłatnego wstępu na galerię widokową na gołoborzu i do muzeum ŚPN na Łysej Górze.
Bilet pełni rolę małego przewodnika, na którym wydrukowano mapkę okolicy i ujęto najważniejsze informacje dotyczące parku narodowego.
    Mając bilet wkraczam w głąb lasu. Idąc szeroką "aleją" widzę pomnik postawiony ku pamięci Stefana Żeromskiego oraz tablicę prowadzącą w miejsce zbrodni hitlerowskich. 100 m dalej dochodzę do małej śródleśnej polany, po środku której wybija źródło św. Franciszka, którego woda ma podobno właściwości leczące oczy.
Tuż obok stoi kapliczka św. Franciszka, za którą rozpoczyna się ten prawdziwy szlak na Łysicę. Droga stała się wąska, podmokła z licznie wystającymi korzeniami. Trasa jest już bardziej stroma, a w omijaniu błota pomagają rozłożone deski. Rower prowadzi się coraz trudniej. Korzenie zastępują kamienne schody i gdzieniegdzie porozrzucane kamienie. W tym miejscu zaczyna się gołoborze. Idąc coraz wyżej glebę całkowicie zastępują różnej wielkości głazy. Od tego momentu roweru nie da się już prowadzić, trzeba go nieść aż na sam szczyt.
    Choć na Łysicę ze Świętej Katarzyny nie jest daleko to jednak "skakanie" po kamieniach na dodatek z rowerem jest bardzo męczące. Zwieńczeniem trudu jest wspaniały widok na gołoborze schodzące po stoku w dół. Szczyt jest płaski porośnięty lasem więc dalszymi widokami nie można się delektować. Sytuacja taka jednak daje spore możliwości na znalezienie dobrego miejsca na odpoczynek - uwaga na komary. Na szczycie Łysicy stoi drewniany krzyż, przy którym robię sobie pamiątkowe zdjęcie i ruszam w dalszą drogę.
Teraz trasa jest o wiele łatwiejsza. Szlak prowadzi po grzbiecie Łysogór gdzie niwelacja terenu jest niewielka. Dokoła tylko Puszcza Jodłowa cisza i spokój. Tę harmonię zakłóca drobny szmer - to mały strumyk przecinający drogę. Zimna, czysta woda jest idealna na zmęczenie. Spokojny spacer kończy się na przełęczy Św. Mikołaja. Od tej pory aż do miejscowości Kakonin szlak prowadzi po stromym zboczu.
    Wsiadam znowu na rower. Asfaltową drogą zjeżdżam do Bielin gdzie zwiedzam zabytkowy kościół p.w. św. Józefa Oblubieńca. Dalej mijam Hutę-Podłysicę, Hutę Szklaną i zatrzymuję się przed wjazdem na Łysą Górę. Turyści chcący odwiedzić szczyt mają do wyboru: wóz konny, ciuchcię, rower lub własne nogi. Bilet wstępu do ŚPN kupiłem już w Świętej Katarzynie więc nie pozostaje mi nic innego jak wjechać na szczyt. W porównaniu z Łysicą, Łysą Górę zdobywa się łatwiej, gdyż prowadzi tam ładna asfaltowa droga, a i inni turyści dopingują podczas wjazdu.
    Szczyt Łysej Góry (594 m n.p.m.) otacza kamienny wał ułożony z głazów piaskowca kwarcytowego. Długość zachowanej części wału wynosi 1,5 km, a jego wysokość dochodzi do ponad 2 m. Analogiczne budowle występują na Ślęży, Raduni i Górze Kościuszki w Województwie Dolnośląskim. Wały te wzniesiono w celach kultu pogańskiego. Miały one wyodrębniać pewne miejsca, które uważano za święte. Z zapisków czeskich benedyktynów wynika, że Łysa Góra była poświęcona trzem bóstwom o nazwach: Łada, Boda i Leli (Świst, Poświst, Pogoda).
Jednym z powodów założenia klasztoru benedyktyńskiego było zapobieżenie kontynuacji pogańskich praktyk religijnych na Łysej Górze.
Aby zobaczyć kamienny wał trzeba wejść na specjalną platformę, która prowadzi również na stok Łysej Góry skąd widać wspaniałe gołoborza. Oprócz naturalnej atrakcji Gór Świętokrzyskich można podziwiać przepiękną panoramę północnej części Łysogór.
    Wracam na szosę. Jadę odwiedzić Kaplicę Krzyża Świętego. Po drodze mijam wysoką wieżę nadawczą oraz wstępuję do Muzeum Świętokrzyskiego Parku Narodowego, w którym można dowiedzieć się o dawnych dziejach tego regionu.
Data założenia klasztoru benedyktyńskiego na Łysej Górze nie jest znana. Jego powstanie związane jest m.in. z opowiadaniem o Św. Emeryku, który na zaproszenie Bolesława Chrobrego polował w tych lasach.
    Po dłuższym odpoczynku jadę do Nowej Słupi położonej w dolinie między Łysogórami a Pasmem Jeleniowskim. Droga w dół jest bardzo trudna. Schodzi się stromymi schodami i stromym stokiem. Praktycznie aż do parkingu trzeba iść pieszo. Chwilę odpoczynku można zaczerpnąć podpierając się o 600-letni buk Jagiełły. Po wyjściu z lasu obok licznych straganów zauważymy kamienną postać pielgrzyma. Istnieje wiele legend na temat tej postaci, a jedna z nich opowiada o kobiecie, która dla zmazania ciężkich grzechów, ślubowała iść ze Słupi na klęczkach na Św. Krzyż. Gdy siły ją opuściły i stąd dalej ruszyć żadną miarą nie mogła, tak osobę swą dała wykuć z kamienia. To jej figura wciąż posuwa się nieznacznie ku szczytowi góry, na którym gdy stanie, skończy się świat i pokuta owej grzesznicy.
    Jadąc ku centrum Nowej Słupi zwiedzam jeszcze po drodze Muzeum Starożytnego Hutnictwa, w którym na wolnej przestrzeni można zobaczyć jak wyglądała dawna osada, której mieszkańcy trudnili się wytapianiem metali. W okresie wakacyjnym organizowane są tutaj dymarki pokazujące jak wyglądało hutnictwo kilka tysięcy lat temu.
    Po krótkim odpoczynku na rynku w Nowej Słupi skierowałem się na drogę prowadzącą do Bodzentyna. Mijając po drodze małe wioski delektowałem się wspaniałym widokiem Łysogór i wiejskiego krajobrazu. Niezwykle pomocne w szybkim dotarciu do domu były agresywne kundle wałęsające się po wsi.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Muzeum Minerałów i Skamieniałości
- Świętokrzyski Park Narodowy
- Sanktuarium Relikwii Krzyża Świętego
- Oficjalna strona gminy Nowa Słupia
- Dymarki Świętokrzyskie

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Podróż w czasie (09.06.2007 r.)

Nadszedł czas na wykonanie najdłuższej pętli jaką zaplanowałem na czas poznawania Gór Świętokrzyskich. Jadę w okolice Ostrowca Świętokrzyskiego po drodze mijając wiele wsi i miasteczek. Kilka kilometrów na północny-wschód za Ostrowcem znajduje się niewielka miejscowość o nazwie Krzemionki. Na jej polach geolog Jan Samsonowicz odkrył miejsce wydobycia krzemienia pasiastego, którego wydobywali ludzie z epoki neolitu i brązu (3900-1600 lat p.n.e.). Pole eksploatacyjne w Krzemionkach ma powierzchnię ok. 80 ha, o szerokość 20-220m i długość 4,5 km. Na swoim obszarze skupia ponad 4000 kopalń, których głębokość wynosi do 9 m. Powierzchnia poszczególnych wyrobisk sięga do 800 m2.
Schodzę z roweru i przywiązuję go do płotu pod zadaszeniem, ponieważ zbliża się burza. Kupuję bilet i czekając na przewodnika idę zwiedzić neolityczną osadę, w której występuje akurat prawdziwy Indianin z Ameryki Północnej. Nadszedł czas zwiedzania. Idziemy grupą w kierunku szybów, którymi zejdziemy pod ziemię. Oba są zabudowane. W pierwszym pomieszczeniu zobaczymy zadaszenie szybu górniczego sprzed 5000 lat i jego najbliższe otoczenie. Pani przewodnik opowiada jak wyglądała praca i życie górników oraz jakimi technikami wydobywali oni krzemień. W drugim pomieszczeniu znajdują się wystawy "Górnictwo krzemienia w neolicie" i "Osadnictwo górników epoki kamienia" oraz zejście do podziemi.
Schodzę ostatni aby mieć najlepsze możliwości wykonywania zdjęć. Wiąże się to z pozostawieniem grupy daleko z przodu tak aby nikt nie wchodził mi w kadr. I właśnie akurat w takim momencie gaśnie światło, a mnie ogarnia ciemność i autentyczny strach przed błądzeniem po ciemku wśród korytarzy. Na szczęście po chwili światła się zapalają i swobodnie mogę dołączyć do grupy. Podczas spaceru korytarzami wyrytymi w wapieniu dokładnie mogę się przyjrzeć wnętrzom neolitycznych kopalń, zobaczyć zrekonstruowane obozowisko górników i pracownie kamieniarskie.
    Na szczęście burza przeszła bokiem i mogę jechać dalej do Bałtowa. Miejscowość słynie z odkrytego na tutejszej skale śladu drapieżnego dinozaura blisko spokrewnionego z Allozaurem. Bazując na tym odkryciu władze gminy postanowiły wybudować w Bałtowie dinopark. Oprócz tego dla turystów przygotowano spływ tratwami po rzece Kamienna, która w okolicach Bałtowa ma swój przełom. Zwiedzić można także stary młyn, z dziećmi pójść do mini wesołego miasteczka, zjechać na linie czy wypożyczyć kajaki.
    Świadomość, że jestem daleko od Bodzentyna kazała mi po jakimś czasie wracać z powrotem. Wróciłem więc do Ostrowca gdzie z dworca PKP pojechałem szynobusem do miejscowości Brody. Stamtąd podjechałem do Kałkowa gdzie mieści się Sanktuarium MB Królowej Polski. Zwiedziłem święte miejsce i pomału zajechałem do Bodzentyna.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona Ostrowca Świętokrzyskiego
- Oficjalna strona kopalni neolitycznej w Krzemionkach
- Kopalnia neolityczna w Krzemionkach
- Atrakcje turystyczne Bałtowa
- Bałtowski Park Jurajski
- Sanktuarium Maryjne Bolesnej Królowej Polski

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Powrót (10.06.2007 r.)

Następnego dnia rano spakowany w sakwy skierowałem rower do Kielc. Pogoda się znacznie pogorszyła było pochmurnie i zbierało się na deszcz. Gdy byłem już w Kielcach pół kilometra przed dworcem PKP złapało mnie prawdziwe urwanie chmury, które udało mi się przeczekać razem z innymi ludźmi pod wiatą przystanku komunikacji miejskiej.
Góry Świętokrzyskie przywitały i pożegnały mnie deszczem. W pozostałe dni zaoferowały wspaniałą pogodę umożliwiającą zwiedzanie wielu zakątków tego pięknego regionu Polski, który oczywiście polecam wszystkim czytelnikom.



/do góry/