›› Strona główna ›› Kontakt ›› Archiwum

Trasa

Przebieg

km

czas

mapa

Góry Opawskie




fotogaleria

Punkty wyprawy:
1. dojazd do Głuchołaz,
2. baza wypadowa,
3. Biskupia Kopa, Zlaté Hory, Jeskyně na Špičáku,
4. Rejvíz, Jeseník, Lázně Jeseník, Jeskyně na Pomezí,
5. Červenohorské sedlo, Praděd, Karlova Studánka.

350 km

5 dni

tak
670 Kb

Wstęp

Opowieść rozpocznę chyba nie od mylnego stwierdzenia, że Góry Opawskie należą do najmniej znanych i raczej rzadko albo w ogóle nie prezentowanych turystom jako miejsce wypoczynku. I rzeczywiście położone na południowych krańcach opolszczyzny (województwa kojarzonego raczej z rolniczymi nizinami) zaledwie kilkoma szczytami nadają takim miejscowościom jak Dębowiec, Pokrzywna, Jarnołtówek czy Głuchołazy charakter miejscowości górskich.
Zdecydowanie większa część Gór Opawskich leży po stronie czeskiej, przy czym nasi południowi sąsiedzi nazywają je Jesenikami. Warto przy okazji nadmienić, że góry te widać ze wzniesienia w Księżym Lesie o czym można przeczytać w opisie trasy nr 10.
Dodatkowymi atutami jakie zachęciły mnie do odwiedzenia tego rejonu Polski były liczne audycje telewizyjne poświęcone historii kopalnictwa złota w tym rejonie oraz chęć sprawdzenia swoich sił w górach, a była to moja pierwsza tego typu wyprawa.
    W drogę zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy, a więc: ubranie, jedzenie, sztućce, gaz, palnik, garnki, elementy higieny, narzędzia itp. Z trudem wpakowałem wszystko do 30l plecaka ale udało się. Nocleg mieliśmy już wcześniej zarezerwowany w Schronisku Młodzieżowym w Głuchołazach tak więc o dach nad głową nie musieliśmy się martwić.
    Wyprawę podzieliłem na 5 części, w których opisuję każdy kolejny dzień oraz dodatkowo naszą bazę wypadową. Mając na uwadze czytelność strony postanowiłem dla każdego kolejnego punktu wpierw przytoczyć część opisową następnie wskazać strony, które warto odwiedzić oraz na samym końcu umieściłem galerię fotograficzną.
    Przed i w czasie wyprawy korzystaliśmy z następujących map:
1. Góry Opawskie - mapa turystyczna, skala 1: 40 000, Studio Wydawnicze PLAN, www.plan.pl
2. Jeseniky, skala 1: 100 000, Kartografie Praha, 1996 r.

Strony podejmujące temat Gór Świętokrzyskich:
- Góry Opawskie - miejsca tajemne
- O Górach Opawskich w Sudeckim Informatorze Turystycznym
- Opis wyprawy rowerowej w Góry Opawskie zespołu Travel Bike
- Fotogaleria - MTB na surowo

Wyruszamy w drogę (14.07.2006 r.)

Pobudka wcześnie rano o 4:30. Choć lipiec był bardzo upalny kilka dni poprzedzających nasz wyjazd upływały pod znakiem przelotnych opadów deszczu. Dokładne analizy map pogodowych wskazywały na kilkugodzinne opady w samych górach. Choć prognozy odnośnie Tarnowskich Gór się nie sprawdzały pewna obawa pozostała.
Razem z kumplem - Grzesiem - spotykamy się na gliwickim dworcu PKP gdzie wsiadamy w pociąg jadący do Kędzierzyna Koźla. W Kędzierzynie Koźlu przesiadamy się w szynobus jadący do Kamieńca Ząbkowickiego. Skład jest bardzo nowoczesny, posiada specjalne mocowania dla rowerów, z których nie udaje nam się skorzystać ze względu na zbyt dużą ilość chętnych. Warto tu nadmienić aby dobrać sobie tak połączenia kolejowe żeby długo nie czekać na dworcach bo pociągów jeździ nie za dużo.
Kolejową podróż kończymy w Prudniku skąd planujemy dotrzeć do Głuchołaz. Nie będę się rozpisywać o historii miasta, zainteresowanych odsyłam do miejskiego serwisu internetowego. Skupię się natomiast na własnych spostrzeżeniach.
Prudnik to miasto nie wyróżniające się niczym szczególnym swymi przedmieściami: domki jednorodzinne, centra handlowe, sklepy itd. Dopiero rynek i najbliższe uliczki oddają jego piękno. Zwiedzamy i podziwiamy m.in. wieżę Bramy Dolnej z 1481 r., ratusz miejski z 1782 r., kolumnę maryjną z 1694 r., figurę św. Jana Niepomucena z 1733 r., kościoły, zabytkowe kamieniczki oraz park miejski z altaną z 1887 r. Udaje nam się również z bliska podziwiać najstarszy zabytek miasta - wieżę zamkową z XIII w. zwaną "Pogańską", pozostałą z dawnego zamku Woka. Obecnie stoi ona na terenie klasztoru ojców jak się nie mylę franciszkanów.
    Ruszamy w dalszą podróż. Naszym celem jest jedno z ważniejszych miejsc nowej historii Polski, a mianowicie Sanktuarium św. Józefa, w którym więziony był Kard. Stefan Wyszyński. Oto krótka relacja z tego wydarzenia pochodząca ze strony www.franciszkanie.pl:
"6 października 1954 roku przywieziono ks. Prymasa do Prudnika, umieszczając go w zrujnowanym klasztorze franciszkańskim, zamienionym na więzienie. Tutaj przebywał do 28 października 1955 roku. Przez całą dobę trzydziestu ludzi pilnowało ks. Kardynała i towarzyszących mu współwięźniów, ks. Stanisława Skorodeckiego i siostrę zakonną Leonię Graczyk.
Kard. Wyszyński w czasie uwięzienia w Prudniku nie mógł spacerować, klasztor w którym więziono go, był ogrodzony drutami kolczastymi. Ks. Prymas często chorował, był osłabiony, jednak zdołał ukończyć pisanie "Szkiców na Rok Liturgiczny", części "Listu do Neoprezbiterów" oraz mniejszych opracowań."

Przy Sanktuarium znajdują się także groty (jedna zwana Lurdzką została zamieniona na miejsce, w którym odbywają się nabożeństwa), droga krzyżowa oraz pomnik ku pamięci więzionego Kard. Stefana Wyszyńskiego.
    Po krótkim odpoczynku jedziemy dalej w kierunku Dębowca. Z początku droga wiedzie przez las, w którym strasznie gryzą komary, potem wyjeżdżamy na pola i naszym oczom ukazują się pierwsze bliskie szczyty Gór Opawskich.
Dębowiec jest niewielką miejscowością, w pobliżu której na niewielkim wzniesieniu porośniętym lasem znajduje się dawny kamieniołom zalany przez wodę tworzący tzw. "Żabie Oczko" oraz pomnik niemieckiego poety Josepha von Eichendorff'a.
    Zjeżdżając polną ścieżką ku asfaltowej drodze prowadzącej do Pokrzywnej czujemy pierwsze krople deszczu niesione przez wiatr. Z daleka widać jak w naszym kierunku ospale przesuwają się ciemne chmury - cóż zmokniemy. Ale na razie nie ma co narzekać czas ruszać w dalszą drogę. Przestało kropić.
Niedaleko szosy leży kamień graniczny królewskiego miasta Prudnika koło Dębowca z 1730 r. (365 m n.p.m.) i jako jeden z nielicznych w Polsce wyznacza granice posiadłości miejskich XVIII w. Warto go zobaczyć ze względu na swą unikatowość.
    W dalszej części podróży podziwiamy szczyty górskie pokryte ciemnymi chmurami, w Pokrzywnej odwiedzamy leśne kąpielisko oraz zwiedzamy samą miejscowość. Gdy wjeżdżamy do Jarnołtówka - drugiej ważnej miejscowości turystycznej - zaczyna padać i to coraz silniej. Na szczęście znajdujemy schronienie w murowanej wiacie przystanku PKS gdzie z dobre pół godziny siedzimy i czekamy.
Gdy pogoda się stabilizuje na tyle by nie przemoknąć do suchej nitki jedziemy odwiedzić zaporę na Złotym Potoku z 1907 r. Na fotografiach nie prezentuje się tak okazale jak w rzeczywistości, ale "maleństwo" ma swoje wymiary: 15,4 m wysokości i 50 m długości. Z samej góry zapory rozciąga się ładny widok na okoliczne pola i samą rzekę.
Znowu zaczyna padać. Postanawiamy więc szybko udać się na przejście graniczne aby dowiedzieć się jak wygląda sprawa przechodzenia na czeską stronę za pomocą dowodu osobistego by potem zajechać do schroniska. Choć do przejścia granicznego było ok. 1 km drogi zaczęło tak lać, że na tym krótkim odcinku przemokliśmy doszczętnie.
A jak to wygląda z paszportami? Otóż z tego co się dowiedziałem, żeby przejść zwykłe drogowe przejście graniczne wystarczy dowód, żeby skorzystać z turystycznego potrzebny jest paszport, a korzystać z lokalnego mogą tylko mieszkańcy danej gminy. Potem informację innych strażników zagmatwały trochę sprawę więc dla pewności lepiej mieć ze sobą paszport.
    Zmoczeni dojeżdżamy do schroniska, załatwiamy sprawy zakwaterowania, pościeli i zaczynamy się rozpakowywać. W międzyczasie wychodzi słońce i robi się całkiem sympatycznie więc postanawiamy po późnym obiedzie zwiedzić miasto.
Głuchołazy założone zostały przez biskupa Wawrzyńca jako warowna osada graniczna w latach 1220 - 1232 r. Przyczyną powstania osady był zatarg biskupa z margrabią Moraw Władysławem Henrykiem o tutejsze złotonośne tereny.
Wydobywane w okolicy złoto przyczyniło się - podobnie jak w Tarnowskich Górach srebro - do szybkiego rozwoju miasta. W czasie kilkudniowego pobytu udało nam się znaleść wiele podobieństw, które łączą Tarnowskie Góry z samymi Głuchołazami jak i jego okolicami.
A oto najciekawsze miejsca i zabytki do odwiedzenia: rynek, kamieniczki, szachownicowy układ urbanistyczny, resztki murów obronnych, Wieża Bramy Górnej, Kościół parafialny św. Wawrzyńca, park zdrojowy, XIX w. dzielnica Głuchołazy Zdrój, a w bliskim sąsiedztwie ruina schroniska z wieżą widokową, wiszące skały, kaplica św. Anny i stacje drogi krzyżowej.
Przez miasto przebiega tranzytowa linia czeskich kolei. Niestety nie zatrzymuje się na żadnej stacji w Polsce więc aby skorzystać z pociągu trzeba udać się do Republiki Czeskiej.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona miasta Prudnika
- Kard. Wyszyński więziony w Prudniku
- Jarnołtówek i Pokrzywna
- Oficjalna strona miasta Głuchołazy
- Głuchołazy - Twoja Brama w Góry Opawskie
- Głuchołazy w obiektywie

               

               

               

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Baza wypadowa

Kilka miesięcy przed planowanym wyjazdem rozpoczęliśmy poszukiwania naszej bazy wypadowej. Musiała ona spełniać następujące kryteria: bliskie sąsiedztwo z górami, możliwość przechowywania roweru w pokoju, cena, łazienka z ciepłą wodą, kuchnia, cisza.
Kilkadziesiąt minut w internecie przyniósł pożądane efekty. Jeden telefon i już mieliśmy zarezerwowany na lipiec pokój w Schronisku Młodzieżowym w Głuchołazach. Oprócz wyżej wspomnianych udogodnień schronisko posiada także: boiska sportowe, stołówkę, w której można zakupić posiłki, świetlicę z tv, stół do gry w tenisa stołowego (oczywiście korzystaliśmy), miejsce na ognisko i grila oraz miłą obsługę. Ponadto ze schroniska jest blisko ok. 15 min. pieszo do rynku i kościoła, ok. 10 min. do dzielnicy Głuchołazy-Zdrój, kilka minut do piekarni i sklepów spożywczych. Budynek położony jest na peryferiach miasta przy drodze Głuchołazy - Zlate Hory co bardzo ułatwia wypady w góry.
Jeśli chodzi o standard to jest on typowy dla schronisk młodzieżowych. Myślę jednak, że za tę cenę jest to idealna propozycja zwłaszcza dla osób aktywnie spędzających wolny czas.

Dane teleadresowe:
Szkolne Schronisko Młodzieżowe PTSM
ul. Powstańców Śląskich 33
48-340 Głuchołazy
tel./fax. 077 439 15 47
e-mail: ssmglucholazy@wp.pl
http://www.noclegi.glucholazy.pl

           

  więcej zdjęć bazy wypadowej w fotogalerii

Pierwsze szczyty (15.07.2006 r.)

Piękny sobotni poranek budzi nas blaskiem wschodzącego słońca i zaprasza na wycieczkę w góry. Po wczorajszych ulewach pozostały jedynie drobne kałuże i kilka chmurek na błękitnym niebie. Grzesiu nie ma paszportu więc nie może przekroczyć granicy na turystycznym przejściu granicznym zlokalizowanym na Biskupiej Kopie (890 m n.p.m.). Po uprzednim śniadaniu i odwiedzeniu lokalnej piekarni wyruszam sam w drogę. Umawiamy się przed południem przy kościele w Zlatych Horach by dalej kontynuować wyprawę.
    Aby zdobyć najwyższy szczyt polskiej części Gór Opawskich obieram kurs na Pokrzywną skąd swój początek bierze zielony szlak rowerowy. Chciałem jeszcze zobaczyć grób czarownicy i ruiny zamku ale według napotkanych po drodze turystów z zabytków tych niewiele zostało więc szkoda czasu. Pierwsza część drogi na szczyt była w miarę łatwa. Jechało się dosyć szeroką (jak na szlak górski) drogą o żwirowej nawierzchni i niewielkim stopniu nachylenia. Pokonując kolejne metry zastanawiałem się o jakich trudnościach mówiła kobieta, z którą rozmawiałem na początku szlaku. Po drodze mijam starą sztolnię, dawną skocznię narciarską oraz kilkakrotnie przejeżdżam przez strumyk przecinający szlak.
Gdy na liczniku miałem już kilka kilometrów nagle żwir, zastępują duże odłamki skalne a stopień nachylenia stoku gwałtownie wzrasta. W takich warunkach dalsza jazda była niemożliwa. Schodzę z roweru i praktycznie aż na sam szczyt muszę go prowadzić.
Na szczycie Biskupiej Kopy stoi 18 metrowa kamienna wieża widokowa z 1898 r. wzniesiona przez niemieckie towarzystwo turystyczne. Wejście na balustradę widokową jest możliwe za około 2 zł. Z samej góry rozciąga się piękny widok na Głuchołazy, Zlate Hory, okoliczne szczyty i las.
    Około 11:00 spotykamy się w Zlatych Horach. Krótki odpoczynek na posiłek przy urzędzie miejskim, w którym odbywa się ślub. W planach mamy odwiedzenie Sanktuarium Matki Boskiej Wspomożenia Wiernych Maria Hilf słynące z cudownych uzdrowień. Po II wojnie światowej władze zakazały odwiedzania Sanktuarium, które z biegiem czasu popadało w ruinę i 16 maja 1973 r. całe miejsce pielgrzymkowe wyburzono. Przez okres lat 90-tych Sanktuarium odbudowywano z inicjatywy Stowarzyszenia na rzecz Odbudowy Miejsca Pielgrzymkowego i w 2000 r. budowlę przekazano administracji kościelnej. Całość została sfinansowana z wpłat i darów wiernych.
Aby dojechać do celu wybieramy wpierw czerwony szlak rowerowy a potem pieszy - żółty. Trasa wiedzie stromą ścieżką przez las po bokach, której ustawiono stacje drogi krzyżowej. Dojazd tą trasą wymaga sporo wysiłku, jednak warto podjąć trud ze względu na przepiękne widoki na Biskupią Kope.
Cały kompleks jest bardzo ładny, zadbany i odnowiony. Układ architektoniczny nie wskazuje jednak na budowlę z końca XX w. Zwiedzając Sanktuarium i jego otoczenie zwróciłem uwagę na fakt, iż mnóstwo mijających nas ludzi rozmawiało w języku polskim. W środku odbywały się nawet jakieś rekolekcje dla Polaków. I gdyby nie napisy w języku czeskim poczułbym w 100 %, że jestem w Polsce.
    Po krótkiej modlitwie z prośbą o bezpieczną podróż, wyruszamy w dalszą drogę. Następnym punktem dzisiejszej wycieczki jest skansen górnictwa złota położony niedaleko drogi prowadzącej do Mikulovic. Po drodze odwiedzamy jeszcze Vyruv Kamen i ruiny zamku Edelstejn. Potem czeka nas piękny zjazd asfaltową drogą do miasta (50-60 km/h) i znowu kilka wzniesień by dojechać do skansenu. Na miejscu widać dwa budynki (młyny) z kołami obracanymi przez wodę doprowadzaną specjalnymi korytami. Zwiedzić można także korytarz, którymi przemieszczali się górnicy oraz samemu spróbować wypłukać złoto w specjalnie przygotowanej studni. Istnieje również możliwość za opłatą wynająć przewodnika, który pokaże w jaki sposób uzyskiwano żwir i jak wypłukiwano z niego złoto.
    Ruszamy w dalszą podróż by odwiedzić ostatni punkt zaplanowany na dzisiaj, a mianowicie Jeskyne na Spicaku leżącą w pobliżu miejscowości Pisecna. Mamy około 1,5 godziny czasu na ostatni termin wejścia, tj. godz. 16:00. Dojeżdżamy do Mikulovic gdzie spotykamy się z drogą krajową, którą decydujemy się nie jechać. Wbijamy się zatem w niewielkie wsie i tam trochę się gubimy. Skutkiem tego jest to, że spóźniamy się 10 min. i mimo moich próśb nie udaje nam się zwiedzić jaskini. Od tej pory postanawiamy po Czechach jeździć tylko głównymi drogami gdyż znacznie ułatwiają dotarcie do celu a ruch na nich jest naprawdę niewielki. Wracając z Pisecnej do Głuchołaz odwiedzamy po drodze zaporę na rzece Bela.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona miasta Zlate Hory
- Sanktuarium MB Wspomożenia Wiernych Maria Hilf
- Zlatorudne Mlyny
- Jeskyne na Spicaku - portal Jeseniky

               

               

               

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

W górę i pod ziemię (16.07.2006 r.)

Niedziela również zapowiada się słoneczna i bezdeszczowa. Jednak jest już trochę chłodniej dlatego zabieramy ze sobą więcej ciepłych rzeczy. Pierwsze miejsce, które chcemy odwiedzić to miejscowość Rejviz leżąca ok. 7 km na południowy-zachód od Zlatych Hor. Magnesem przyciągającym turystów do tej prawdopodobnie najwyżej położonej na Śląsku wsi (750-800 m n.p.m.) jest pensjanat "Rejviz". Sławę przyniosły mu rzeźbione przez braci Braunerów karykatury odwiedzających pensjonat gości, które umieszczali na oparciach krzeseł.
W pobliżu pensjonatu (ok. 30 min. drogi pieszo) znajduje się narodowy rezerwat przyrody "Rejviz" (Narodni prirodni rezervace Rejviz), w którym zobaczyć można ogromne torfowisko wysokie z małymi jeziorkami polodowcowymi. Rezerwat jest przykładem unikatowego krajobrazu tundrowego ukształtowanego 8 tys. lat temu w okresie polodowcowym. Rezerwat można zwiedzać tylko pieszo dlatego rowery zostawiamy przy w/w pensjonacie. Główny szlak prowadzi do Wielkiego Mechowego Jeziorka. Pierwsza część trasy kieruje turystów dosyć szeroką leśną drogą, po której maszeruje się swobodnie. Natomiast w miejscu, w którym zaczyna się torfowisko wybudowano specjalne drewniane pomosty umożliwiające dalszą wędrówkę. Wokoło widać zabagniony las, poprzewracane drzewa, strumyki, korzenie oraz unikatową roślinność.
Rezerwat jest bardzo ładny lecz nie możemy tutaj dłużej zostać, ponieważ mamy do zobaczenia jeszcze wiele innych ciekawych miejsc. Ruszamy więc w dalszą drogę w kierunku miasta Jesenik. Czeka nas fantastyczny zjazd asfaltową drogą z mnóstwem serpentyn. Bez problemu uzyskujemy prędkości powyżej 50 km/h i tylko na ostrych zakrętach zwalniamy do 35-40 km/h. Naprawdę warto podjąć taki trud by potem bez pedałowania zjeżdżać w dolinę. Prowadząc małą statystykę wyliczyłem, że do samego Jesenika mieliśmy ok. 10 km i trasę tą pokonaliśmy w 15 min.
    Jesteśmy w centrum Jesenika. Jest piękna słoneczna pogoda, niedziela, ruch samochodów niewielki. Miasto bardzo ładne, zadbana zieleń miejska, odrestaurowywane kamieniczki i dookoła wznoszące się malownicze szczyty górskie. Zwiedzamy starówkę, ratusz, zamek na wodzie i inne zabytki. Historii miasta nie poświęcamy dużo czasu, gdyż tym razem chcemy zdążyć odwiedzić Jeskyne na Pomezi, która tworzy największy system jaskiniowy w Czechach. Powyższy system został dokładnie zbadany dopiero w 1949 r., a w 1955 r. dokończono prace nad udostępnieniem jaskini turystom. Całkowita długość trasy zwiedzania wynosi 530 m podczas, której można podziwiać wiele ciekawych form naciekowych powstałych w wyniku rozpuszczania marmuru.
Aby odwiedzić jaskinie jedziemy do pobliskiej miejscowości Lipova-lazne, w której odbijamy na północ. Od tej chwili droga wiedzie cały czas pod górę, ale położono nowy asfalt więc nie jest tak źle. Osoby, które nia dałyby rady wjechać mogą razem z rowerami wsiąść do pociągu, którym można zajechać praktycznie pod samo wejście do jaskini.
Na miejscu kupujemy bilety i czekamy w słońcu (jest trochę chłodno) na swoją kolej, ponieważ grupy wpuszczane są co 30 min. W środku jest dość chłodno warto więc pamiętać o jakimś polarze. Jaskinia jest bardzo dobrze przygotowana do obsługi turystycznej, przewodniczkę mieliśmy oczywiście w języku czeskim i byliśmy jedynymi obcokrajowcami w grupie. Jaskinia jest bardzo ładna i duże wrażenie robią ogromne formy naciekowe (stalaktyty, stalagmity, stalagnaty, perły jaskiniowe, kaskady, osuwiska skalne i wiele innych). Niektóre swym wyglądem upodobniły się do zwierząt a z innym wiążą się ciekawe, śmieszne historie. W jaskini tej żyją nietoperze jednak żadnego nie widzieliśmy. Można natomiast na pamiątkę przybić sobie pieczątkę z rysunkiem nietoperza - symbolem jaskini.
    Wracamy z powrotem do Jesenika na dworzec kolejowy. Chcemy pociągiem podjechać pod granicę, a że czasu jest trochę postanawiamy odwiedzić znany ośrodek uzdrowiskowy sanatorium Priessnitz. Park uzdrowiskowy położony jest na jednym ze szczytów otaczających Jesenik w dzielnicy Lazne Jesenik. Oczywiście wjeżdżamy na górę nowiutkim asfaltem a ulgę przynoszą stojące przy drodze zagospodarowane źródełka z zimną wodą.
Na stokach Studničního Wzgórza niespełna 2 km od miasta Jesenik stoi okazały budynek sanatorium Priessnitz z bardzo ładnym parkiem, po którym nie można jeździć rowerem. Ze szczytu rozciąga się ładny widok na całe Jeseniki tylko w podziwianiu krajobrazu przeszkadzają dość gęsto poprowadzone kable sieci wysokiego napięcia.
Pierwszy instytut wodolecznictwa na świecie powstał w 1822 roku na tutejszym wzgórzu na wysokości 620 m n. p. m. Powstanie instytutu dało początek nowoczesnej balneologii, którego kierownikiem był Vincent Priessnitz. Położenie sanatorium w nietkniętym klimacie górskim o średnio drażniącym działaniu jest przede wszystkim uzdrowiskiem klimatycznym. Tutejszy mikroklimat oraz wody leczą choroby układu oddechowego, układu krążenia i tarczycy, choroby psychiczne, choroby kobiece i choroby skóry.
Zbliża się godzina odjazdu naszego pociągu. Szybko zjeżdżamy do miasta i pociągiem dojeżdżamy do Mikulovic leżących przy granicy z Polską. Zbliża się wieczór i kończy się czas rowerowej jazdy na dzień dzisiejszy. Jutro czeka nas prawdziwe wyzwanie.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Strona pensjonatu "Rejviz"
- Narodni prirodni rezervace Rejviz
- Oficjalna strona miasta Jesenik
- Portal rejonu Jesionickiego
- Jeskyne na Pomezi - portal Jeseniky
- Sanatorium Priessnitz

               

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Odwiedziny u króla (17.07.2006 r.)

W ostatnim dniu naszej wyprawy po Górach Opawskich mieliśmy zaplanowany wjazd na najwyższy szczyt Jeseników górę Praděd (Pradziad) wznoszącą się na wysokość 1492 m n.p.m. Wczorajszy wypad w góry dał się we znaki kumplowi więc po raz drugi zdobywać szczyt musiałem sam. Nie mając żadnego praktycznego przygotowania do tego typu wypadów zastanawiałem się czy fizycznie i psychicznie wytrzymam, ile mobilizacji i samozaparcia będzie mnie kosztował podjazd. Postanowiłem jednak to zrobić z myślą, że albo zmoknę albo zawrócę - cóż mi szkodzi. Trasę zaplanowałem tak aby nie jechać drugi raz tą samą drogą. Wybrałem więc taki wariant: najpierw pociągiem z Mikulovic do Jesenika, dalej z Jesenika drogą krajową na Cervenohorske Sedlo (1013 m n.p.m.), potem szlakiem rowerowym wjechać na szczyt, dalej zjazd asfaltową drogą do Karlovej Studanki i na koniec odwiedzić Vrbno p. Pradedem oraz Zlate Hory.
Zabrałem ze sobą wszystkie ciepłe rzeczy jakie miałem (koszulkę, flanelę i polar) do tego dużo jedzenia (bułki, drożdżówki, batony, cukierki i wodę). Oczywiście dokładnie sprawdziłem stan techniczny roweru. Założyłem kask, rękawiczki i w drogę.
    Rannym pociągiem wyjechałem z Mikulovic. Po wypakowaniu się z pociągu wjazd na szczyt rozpocząłem przy dworcu kolejowym w Jeseniku o 8:15. Pierwsze 10 km pokonałem w 30 min. jadąc około 20 km/h. Droga wiodła przez - położoną wzdłuż rzeki o tej samej nazwie - wieś Bela. Podjazd był minimalny praktycznie nieodczuwalny. Myślałem sobie, że jak tak dalej pójdzie to na Cervenohorske sedlo wjadę bez problemu. Czułem jednak, że ta idylla musi się skończyć bo po mojej prawej stronie wznosiły się wysokie szczyty masywu Cervenej hory (1333 m n.p.m.). Mój niepokój wzbudziły ciągnące się po jej szczycie chmury, które mogłby mi popsuć pogodę i uniemożliwić obserwację panoramy Jeseników z Pradziada.
    Na końcu wsi Bela główna droga rozdziela się na dwie. Pierwsza prowadzi do Karlovej Studanki a druga do miasta Sumperk. Wybieram drugi wariant i od tego skrzyżowania aż na Cervenohorske Sedlo jedzie się tylko i wyłącznie pod górę. Do pokonania miałem różnicę wysokości wynoszącą 470 m. 8 km odcinek pokonałem w około godzinę przy prędkości 7-9 km/h. Większość trasy wiodła przez las więc podziwianie widoków było mocno ograniczone. Ruch samochodowy jak na drogę krajową był nieduży. Jak już coś jechało to grupami, a najgorzej było przy mijance z tirami i autobusami.
    Cervenohorske Sedlo - przełęcz położona na wysokości 1013 m n.p.m. Dookoła wykarczowano las, pobudowano schroniska, restauracje i wytyczono kilka tras narciarskich. Słońce mocno grzeje jednak wiejący wiatr jest bardzo zimny. Rozciąga się stąd ładny widok na Jesenik i Sumperk. Odpoczywam dłuższą chwilę i zwiedzam okolicę. Okazuje się, że w miejscu tym rozpoczyna się szlak prowadzący po szczytach gór Keprnickich, którego przewodnikiem jest Lubczyk - tutejsza roślinka używana przez górali od wieków. W praktyce wygląda to tak, że maszerując wytyczonymi szlakami co jakiś czas spotykamy tablice przedstawiające różne ciekawe opowiadania i fotografie tutejszej przyrody. Oczywiście jest także polska wersja językowa. Drugą ważną rzeczą, o której trzeba pamiętać wybierając się rowerem w tutejsze góry to ta, że można nim jeździć tylko po tzw. cyklotrasach. Jest bezwzględny zakaz wjazdu pod karą grzywny na szlaki piesze. Nie mam się jednak co martwić gdyż z Cervenohorskiego Sedla na Pradziada prowadzi szlak rowerowy.
    Z drogi krajowej zjeżdżam na szuter od razu prowadzący w górę. Jedzie się dość przyjemnie i tylko czasem trzeba zejść z roweru aby uporać się ze zboczem i wystającymi kamieniami. Trasa prowadzi zboczami okolicznych szczytów (Vel. Klinovec, Klinovec, Vyrovka, M. Ded) dlatego też jazdę umilają co jakiś czas zjazdy. W wyższych partiach gór (od 1100 m n.p.m.) gdzie las zastępuje karłowata sosna i kosodrzewina rozciąga się fantastyczny widok na okoliczne doliny, wioski i elektrownie wodną (v.n. Dlouhe strane). Po drodze mijam wielu turystów także tych rowerowych serdecznie pozdrawiających i życzących dobrej dalszej drogi. Tego typu trasa prowadzi aż do schroniska Svycarna będącego pozostałością po domostwach mieszkających tu kiedyś Szwajcarów. Od schroniska aż na Pradziada i potem do Karlovej Studanki prowadzi już tylko droga asfaltowa.
    Pradziad króluje nad okolicą z koroną masztu stacji radiowo-telewizyjnych. Widoczny w promieniu kilkudziesięciu kilometrów jest najwyższym szczytem Jeseników (Gór Opawskich). Asfaltową drogą prowadzącą na szczyt wędruje mnóstwo turystów podjeżdżających na okoliczny parking samochodami, autobusami i rowerami. Miałem ogromne szczęście bo trafiłem na piękną słoneczną i prawie bezchmurną pogodę. Silny zimny wiatr, który dał się we znaki na samym szczycie (temp. odczuwalna ok. 10ºC) przeganiał szybko pojawiające się chmurki. Wjazd na szczyt z Cervenohorskiego Sedla zajął mi 2 godziny. Natomiast przyjmując Jesenik za punkt startowy wjechanie na Pradziada z odpoczynkami zajęło mi 4 godziny podczas których przejechałem 31 km.
Jak już wcześniej wspomniałem na szczycie Pradziada wybudowano ogromną antenę radiowo-telewizyjną wraz z restauracją i oszkloną wieżą widokową. Wokół budynku wytyczono alejkę spacerową, z której można podziwiać widoki na okoliczne szczyty, doliny i miejscowości. Przypinam rower i udaję się na zwiedzanie. Wpierw obchodzę całość dookoła podziwiając widoki. Wzdłuż alejki ustawiono tablice, na których wyrysowano oglądany z danego miejsca horyzont. Pomysłowa sprawa. Gdy już nacieszyłem oczy widokami udałem się do wewnątrz budynku i na zakupionej widokówce przybijam sobie pamiątkową pieczątkę. Następnie nabywam bilet i windą wjeżdżam na 73 m wieżę widokową. Całość jest zadaszona a zamiast murowanych ścian zamontowano szyby. Na szybach wyrysowano panoramę, którą można oglądać z danej pozycji. Co ja zobaczyłem? Przede wszystkim: okoliczne szczyty i doliny, Śnieżnik, Biskupią Kope, Głuchołazy z okoliczną niziną opolską, miasto Jesenik i Karlovą Studankę. W pogodne dni kiedy przejrzystość powietrza jest znacznie większa podobno widać Beskidy, Tatry Wysokie, Wrocław, Śnieżkę i Nysę.
    Na górze siedziałem z dobrą godzinę. Czas upływał bardzo miło lecz mnie czekał jeszcze długi powrót do Głuchołaz. Zjeżdżam w miarę szybko na pobliski parking (Ovcarna) skąd prowadzi jedyna asfaltowa droga do Karlovej Studanki. Trasa jest na tyle niebezpieczna, że ruch na niej odbywa się wahadłowo. Zamknięty szlaban świadczy o pierwszeństwie przejazdu pojazdów jadących na szczyt. Pytam się dyżurującego strażnika czy rowerzysta może zjechać już teraz. Odpowiedź była prosta: może pan ale na własne ryzyko. Jako, że to otwarcia drogi dla naszego kierunku było ok. 10 min. postanowiłem poczekać. Teraz może trochę statystyki. Długość drogi, na której obowiązywał ruch wahadłowy wynosi ok. 5 km. Jej stopień nachylania wynosi 12%. Droga jest wąska w miarę prosta z kilkoma niebezpiecznymi zakrętami - asfalt oczywiście nowiutki bez żadnych dziur. Ruszyłem. Bez jakiegokolwiek pedałowania przekroczyłem zaraz prędkość 50 km/h. Najszybciej jechałem 58 km/h - wolałem nie przekraczać 60 km/h bo aż tak pewien za swój rower nie byłem. Zwalniałem jedynie na zakrętach do 30-40 km/h. Całość drogi (ok. 5 km) pokonałem w 6 min. Takie zjazdy to jest coś pięknego. Trzeba się tylko dobrze ubrać bo zimno.
    Karlova Studanka - przepiękna uzdrowiskowa miejscowość zaprojektowana i urządzona w charakterze parkowym. Główna droga prowadząca przez centrum miejscowości została wybrukowana kostką granitową. Wjeżdżając do Karlovej Studanki usłyszałem dziwny hałas dobiegający zza parkingu. Oczywiście udałem się w miejsce skąd dochodził i moim oczom ukazał się przepiękny wodospad. Takiego jeszcze nie widziałem. Woda kilkoma strumieniami spływała po bardzo stromym zboczu prosto w bardzo wąską dolinę.
Ale to nie z wodospadu słynie Karlova Studanka. Jej atutem są lecznicze wody mineralne, które oczywiście można skosztować. W centrum przy głównej drodze wybudowano drewnianą altankę, w której nieustannie płynie woda mineralna. Jej smak jest bardzo żelazisty z niewielką nutką siarkowodoru. Mi smakowała, piłem smakowo gorszej jakości. Tuż obok znajduje się centrum inf. turystycznej, w którym zakupuję pamiątkę, park oraz ładnie urządzona stacja meteorologiczna. Zwiedzam jeszcze okoliczne uliczki, pstrykam kilka fotek i wracam do Głuchołaz.
Po drodze mijam jeszcze wiele ładnych wiosek i miasteczek jednak w żadnym nie zatrzymuję się na dłużej. Delektuję się widokami, zjazdami i piękną pogodą. Od czasu do czasu mijają mnie autobusy ze specjalną przyczepą na rowery. Jest to już ostatni dzień naszej wyprawy, jutro wracamy do domu.

Gdzie warto jeszcze zajrzeć:
- Oficjalna strona Karlovej Studanki
- Karlova Studanka - w serwisie fajna fotogaleria

               

               

  więcej zdjęć z tego dnia podróży w fotogalerii

Jeszcze tu wrócę (18.07.2006 r.)

Do domu wracamy po południu. Dziękujemy gospodarzom za miłą gościnę. Wsiadamy na rowery i znowu z ciężkimi plecakami jedziemy do Prudnika. Tam wsiadamy w pociąg do Kędzierzyna Koźla a dalej do Gliwic. Z Gliwic każdy z nas dojeżdża indywidualnie do domu. W domu wychodzi cały wysiłek włożony w podróż: ból głowy, nóg, kręgosłupa, skurcze w łydkach. Nie żałuję jednak ani trochę. Myślę, że był to dobry trening i masa doświadczeń przed kolejnymi rowerowymi wyprawami w góry, o których rzecz jasna opowiem na łamach serwisu trasyrowerowe.pl.
Te kilka dni pobytu w Górach Opawskich nie dały mi możliwości zwiedzenia wszystkiego. Na pewno powrócę w te piękne okolice by zajrzeć do Jeskyne na Spicaku, posłuchać Nyznerovskich vodopadów oraz pojeździć uliczkami okolicznych miejscowości, których nie zdążyłem odwiedzić.



/do góry/